NAJNOWSZE PODRÓŻE

Zapiski z raju cz. 2



Po czasie spędzonym w Bourail naszym Twingo wyruszamy w tygodniową podróż po Grande Terre. Podążając wschodnim wybrzeżem docieramy do kempingu w wiosce Hienghène. Miejsce zachwyca nas od pierwszego wejrzenia! Znajduje się tu kilka urokliwych plaż (czyli nowokaledoński standard), ale oprócz tego okolica ma o wiele więcej do zaoferowania. Bóg hojnie obdarzył Hienghène w przeróżne niesamowicie wymyśle formy skalne. Są tak piękne, że można się w nie wpatrywać godzinami! Z jednej strony mamy tu monumentalne masywy skalne, które jakby oddając pokłon morzu łamią się i nikną w jego kipieli. Z drugiej strony ujmują nas kamienne ostańce przyjmujące przeróżne wymyślne kształty, które z wielką gracją wyłaniają się z wody. Nam najbardziej przypadła do gustu skała przypominająca kurę, która zresztą jest jednym z symboli Nowej Kaledonii.

Zapiski z raju cz. 1



Jest 29 sierpnia 2017 roku. Przylatujemy na lotnisko w Numei – uroczo położonej stolicy kraju. Tu czeka już na nas Karolinka. Nie widzieliśmy się kilka miesięcy, więc możecie sobie wyobrazić, jak bardzo jesteśmy stęsknieni (pozwólcie, że na tym wątek prywatny urwiemy). Pomimo, że przylatujemy nocną porą, jest dość ciepło. Lotnisko nie jest duże, pomimo to wychodząc mijamy grupy młodych ludzi, którzy koczują przed budynkiem, czekając na swoje loty do Francji. Rozpoczyna się rok akademicki, stąd tyle osób jest chętnych, żeby się tam dostać.

Przyjaciel



Przyjaciel to ktoś bardzo ważny, na kogo zawsze można liczyć. To taki prawdziwy skarb. Niezależnie od tego, co by się działo, on stoi na posterunku gotów nieść Ci pomoc. Zawsze znajdzie dla Ciebie czas. Jest wtedy, gdy go potrzebujesz. Możesz na niego liczyć w tych lepszych momentach, kiedy będzie się z Tobą śmiał, dzieląc radość i szczęście. Bez obaw również możesz mu zawierzyć swoje troski i problemy. Cierpliwie wysłucha, kiedy trzeba poklepie po ramieniu i powie dobre słowo. Nic się nie martw, będzie dobrze – próbuje dodać otuchy. Podpowie, kiedy nie wiesz, którędy iść. Pokaże drogę, kiedy zbłądzisz. Kiedy indziej da Ci kopa do działania. Doda energii, kiedy jedziesz na oparach. Wzbudzi zachwyt, abyś na nowo zachłysnął się życiem.

Życzenia




Drodzy Czytelnicy,

z okazji zbliżających się świąt oraz Nowego Roku życzymy Wam wielu nieprzetartych szlaków, aby w życiu nieustannie towarzyszyła Wam przygoda odkrywania czegoś nowego. Spełniajcie swoje marzenia i cieszcie się każdą chwilą. Niech nowy rok przyniesie co najmniej tyle pięknych wrażeń, jak ten kończący się 2017.


STYCZEŃ


LUTY


MARZEC



KWIECIEŃ 


MAJ


CZERWIEC


LIPIEC


SIERPIEŃ


WRZESIEŃ


PAŹDZIERNIK


LISTOPAD


GRUDZIEŃ

Łyk piwa



Jesteśmy w parku Lustgarten w Berlinie. Zbliża się wieczór. Przycupnęliśmy na murku, który wciąż oddaje ciepło dzisiejszego dnia. Jesteśmy tu już dłuższy czas. Na naszych oczach rozgrywa się spektakl, w którym główne role przypadły dwóm bohaterom – dzień i noc właśnie rozpoczęły swoją grę. Choć dzień w dzień działają według tego samego planu, to zawsze znajdą się rzesze fanów, którzy zachwycają się kunsztem wszystkiego tego, co zostało przygotowane. Podobnie, jak to czynią od wieków, dzień i noc grają dziś w przeciąganie liny. W momencie, w którym przyszliśmy, zdecydowaną przewagę miał dzień. Następnie, przez kilka dłuższych chwil, dwóch godnych siebie przeciwników szło łeb w łeb. Wydawało się, że raz w jedną, raz w drugą stronę przechyla się szala zwycięstwa. Od pewnego jednak czasu coraz wyraźniej zaczyna rysować się dominacja nocy. Widać, że dzień cały czas nie daje za wygraną. Bohatersko broni swoich pozycji za Altes Museum. Z każdą jednak chwilą coraz bardziej opada z sił i się cofa. Nieuniknionym wydaje się to, że w końcu da sygnał do odwrotu i zniknie za widnokręgiem. Noc natomiast… Wszystko wskazuje na to, że na dobre chce rozgościć się nad okolicą. Zaczyna panoszyć się po większości nieboskłonu. Widać już pierwsze gwiezdne świetliki. Czuć powiew rześkiego powietrza, które przynosi ukojenie dla zmęczonych gorącem całego dnia ciał.   

Na ruszt cz. 2



Góry. Wyższe czy niższe, Beskidy czy Tatry – bez znaczenia. Najważniejsze, żeby być ponad tym wszystkim, co mamy na co dzień. Odpocząć od zgiełku, który na co dzień się nas przytłacza. Wejść na szlak i znaleźć się na łonie natury. Na początku nie jest łatwo… Potrzebujemy trochę czasu, aby obmyć nasze serca z kurzu dnia codziennego. Strzepać z siebie problemy, zmartwienia i zostawić je za sobą. Po pewnym czasie jednak zaczynamy czuć, jak krople ciszy i spokoju spływają po naszych zmysłach, przynosząc tak potrzebne ukojenie. Z każdą chwilą czujemy się bardziej odprężeni i zrelaksowani. Nabieramy dystansu do wszystkiego tego, czym otaczamy się na co dzień.

W górach nasze myśli nie pędzą już, jak oszalałe. Zwalniają. Tak, jakby ktoś na szlakach postawił znak ograniczenia prędkości. W takich warunkach łatwiej jest nam im się przyglądnąć. Na spokojnie obejrzeć z każdej strony. Jest czas, żeby zastanowić się nad naszym życiem. Nad tym, co nas spotyka i w jakim kierunku zmierzamy. Nikt tu nas nie pospiesza, nikt nie przeszkadza, nikt niczego nie narzuca. Jesteśmy tylko my i ujmująca zmysły przyroda, która zaprasza nas w piękną podróż po zakamarkach naszych myśli. To właśnie jej możemy powierzyć nasze problemy czy rozterki. Mamy przy tym pewność, że na pewno cierpliwie wysłucha wszystkiego, co mamy jej do powiedzenia, a jeżeli trzeba, to otuli nas swoim zbawiennym urokiem. W takich warunkach, bez żadnych przeszkód, możemy prowadzić rozmowę z samym sobą, kontemplować życie. Jeżeli mocno wsłuchamy się w bicie naszego serca, w głos naszego wewnętrznego „ja”, możemy popatrzeć na niektóre sprawy z innej perspektywy. Rzeczy, które wcześniej zaprzątały nam głowę, wydawały się trudne i skomplikowane, nagle stają się lżejsze, prostsze. Dzieje się tak dlatego, że nasze chaotyczne na ogół myśli zwalniają i wchodzą na właściwe tory. Niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczynają pasować do siebie i łączą się w całość. Dopiero tu nabierają sensu i znaczenia.    

To właśnie podczas jednego z wypadów w góry, prawie rok temu, nasze chaotyczne wcześniej myśli i plany połączyły się w spójną całość. Schodziliśmy z Turbacza. Była ładna jesienna pogoda, a krajobraz pokryły opadające z drzew liście. To wtedy zrodziła się myśl, nie tyle nowa, co szalona, żeby zrezygnować z pracy w korporacji, wyprowadzić się z Krakowa i spróbować czegoś nowego. Idąc za głosem serca podjęliśmy decyzję o zmianach. Nie minęły dwa miesiące, a nasze życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Zrzuciliśmy z siebie ten cały marazm, w którym tkwiliśmy. Wyszliśmy poza sferę naszego komfortu. Porzuciliśmy dotychczasowy wygodny i ustabilizowany żywot na rzecz pójścia w nieznane. Z perspektywy czasu musimy stwierdzić, że był to świetny wybór! Warto słuchać serca – ono wskaże Ci właściwy kierunek, a po drodze zaserwuje ekscytującą podróż po pięknych krainach.

Choć od naszej decyzji upłynął już prawie rok, to cały czas dokładnie nie wiemy, gdzie zaprowadzi nas ścieżka, którą obraliśmy. Jak to w drodze, przeżywamy wzloty i upadki. Czujemy jednak, że w końcu idziemy we właściwym kierunku. Czujemy powiew szczęścia, które czule nas obejmuje i szepcze do ucha miłe słowa. Dzień po dniu powoli zadomawia się w naszych sercach. Mając takiego partnera u boku zdecydowanie raźniej iść przez życie!

Staramy nie oglądać się za siebie, ale również nie patrzeć ślepo w przyszłość. Skupiamy się na tym, co jest tu i teraz, czerpiąc przy tym najwięcej, jak się da. Warto jest podążać za głosem serca i gonić za marzeniami. Warto jest kształtować życie w zgodzie ze sobą i nie warto bać się zmian, na które nigdy nie jest za późno!

Gorce













Na ruszt



Znasz to uczucie, kiedy tysiące pomysłów pędzą w totalnym bezwładzie po Twojej głowie? Obijają się wzajemnie o siebie, jakby były na stole bilardowym. Chciałbyś je jakoś uchwycić i poukładać, ale za cholerę nie potrafisz. Chcesz wyłapać te najbardziej istotne, ujarzmić je i wykorzystać w swoim życiu, ale nie jesteś w stanie. Już wypatrzyłeś jeden taki, który naprawdę Ci się spodobał. Chcesz go złapać, więc przez dłuższy czas usilnie i z zacięciem gonisz za nim. W końcu udaje Ci się go schwytać! Mocno trzymasz go w garści. Jest naprawdę piękny i wartościowy, a najważniejsze jest to, że sam go wymyśliłem – myślisz sobie. Jest świetny! Na pewno go w życiu wykorzystam – utwierdzasz się w przekonaniu, że pomysł wart jest zachodu i dłuższego nad nim zastanowienia. Oglądasz zdobycz z każdej strony. Cieszysz się jej widokiem. Twój zachwyt trwa do momentu, kiedy przelatuje Ci przed oczami kolejna myśl, która wydaje się równie, a może nawet bardziej interesująca od poprzedniej. Teraz to ją starasz się złapać i zatrzymać. Lecisz za nią, a gdy jest już na wyciągnięcie ręki zamachujesz się w nadziei, że ją złapiesz. Niestety, nie udaje się! Ucieka! Wodzisz za nią wzrokiem. Powoli odlatuje, a Ty cały czas masz nadzieję, że może jeszcze zawróci. Niestety, tak się nie dzieje. Po pewnym czasie tracisz ją z pola widzenia – odchodzi w otchłań zapomnienia. Nie ważne – myślisz sobie. Mam przecież tę pierwszą, która zwróciła moją uwagę – nią się zajmę. Patrzysz w dłoń, bo chcesz do niej wrócić. Ku Twojemu zdziwieniu, kiedy uganiałeś się za tą drugą, ta pierwsza przeleciała Ci przez palce i również odleciała w zapomnienie. Obie dołączyły do pozostałych myśli i pomysłów krążących w gąszczu Twojej głowy. Ich ruch jest kołowy, więc pewnie za jakiś czas znowu przelecą Ci przed oczami. Ciekawe, czy wtedy będziesz wystarczająco czujny i je złapiesz?

Impuls



Każdy ma jakieś plany i marzenia. Nie ma chyba osoby, która by ich nie miała i nie lubiła do nich uciekać myślami. Uwielbiamy o nich rozmyślać. Możemy wtedy, choć na chwilę, odetchnąć od naszej rzeczywistości i udać się w podróż po najpiękniejszych zakamarkach naszych myśli. Żyjąc w świecie naszych fantazji możemy pozwolić sobie na chwilę zapomnienia. Zatapiamy się w bajkowej krainie, w której nie ma rzeczy niemożliwych, a jedyne ograniczenia to te rodzące się w naszej wyobraźni. W świecie marzeń możemy robić wszystko to, co nam tylko przyjdzie do głowy. Najlepsze jest to, że nikt nam w tych planach nie przeszkadza. Grawitacja tu nie działa, więc nie mając ograniczeń odrywamy się od ziemi i wzlatujemy wysoko w niebo. Na dole zostawiamy wszystko to, czym na co dzień się otaczamy. Witamy się z pięknym słońcem i skaczemy po białych miękkich chmurach. Po chwili gramy z nimi w ganianego, a potem kładziemy się na jednej z nich. Zamykamy radośnie oczy i kierujemy nasze twarze w stronę światła. Po krótkim odpoczynku wstajemy i nurkujemy z całym impetem w obłokach naszej fantazji, czując podmuchy miłego, ożywczego powietrza. Trochę zmęczeni podniebnymi przygodami przysiadamy na ziemi. Rozścielamy koc na rozkwieconej łące. Wokół jest kolorowo i gwarno od wesołego śpiewu owadów. Ciepły wiatr tańczy ze źdźbłami trawy i łodygami kwiatów, a melodia przyrody koi nasze zmysły. Czujemy się wspaniale! Jest nam dobrze i błogo!  

Jajecznica



Czas spędzony na Pacyfiku dostarczył nam niezwykłych przeżyć. Będąc tam wzięliśmy udział w niecodziennym spektaklu, który wciągnął nas od pierwszego aktu. Gdy tylko uniesiono kurtynę to wiedzieliśmy, że czeka nas wyjątkowy czas. Ani trochę się nie myliliśmy, a nasze ręce, co rusz, same składały się do oklasków! Okazało się, że Nowa Kaledonia zabrała w magiczną podróż pełną zachwytów i uniesień. Dbała o nas przez cały czas pobytu racząc różnorakimi doznaniami. Wprowadziła nasze umysły na wyższy wymiar przeżywania, po drodze dzieląc się wszystkim tym, co ma najcenniejszego do pokazania. Przy całej swej szczodrości była równocześnie niezwykle gościnna - każdego dnia miała dla nas przygotowaną jakąś niespodziankę, co rusz ujmowała czymś pięknym i niepowtarzalnym. Nie chcąc stracić ani odrobiny z tej wspaniałości staraliśmy się chłonąć odwiedzane miejsca wszystkimi zmysłami, najpełniej, jak tylko się da.

Magiczny wieczór na Ile des Pins



Jest ciepły wrześniowy wieczór. Kontemplujemy urok wszystkiego tego, co nas otacza. Myślimy o całej tej wspaniałości, której doświadczamy na Nowej Kaledonii. Chłoniemy klimat wyspy Ile des Pins (w tłumaczeniu: Wyspa Sosen), która od kilku dni jest naszym domem. Jest nam tu naprawdę dobrze. Nie może być inaczej, skoro wspaniałości natury jest tu co nie miara, a ludzie są bardzo przyjaźni. To właśnie mieszkańcy wyspy poruszyli nasze serca. To oni świadczą o niezwykłym klimacie tego miejsca, które urzeka i zniewala. Na każdym kroku spotykamy się z miłym gestem czy serdecznym uśmiechem. Nie znamy tu nikogo, ale nie przeszkadza to ludziom, żeby się z nami witać. Na Ile des Pins klimat jest inny, niż na głównej wyspie. Życie toczy się tu własnym rytmem. Nikt się tu nie spieszy, a mieszkańcy na wszystko mają czas. Jakże to różne od tego, do czego przywykliśmy w Europie.

Piroga



Każdy człowiek jest rozdarty pomiędzy dwiema potrzebami: potrzebą pirogi, czyli podróży
i wyrwania się oraz potrzebą drzewa, czyli zakorzenienia i tożsamości. Ludzie błądzą stale 
między tymi dwiema potrzebami, ulegając czasem jednej, czasem drugiej. 
Trwa to dopóty, dopóki nie zrozumieją, że to właśnie z drzewa wytarza się pirogi. 

Melanezyjski mit z wyspy Vanuatu


Przeznaczenie



Przed przeznaczeniem nie ma ucieczki. Choćbyśmy bardzo się starali i bronili z całych sił, to ono i tak nas znajdzie. Stosowanie wymyślnych uników również nic nie da. Nic nie pomoże odwracanie wzroku, kiedy mija nas na ulicy, zatykanie uszu, kiedy woła nas z oddali, wyrywanie się, kiedy próbuje nas zatrzymać. Przeznaczenie jest bowiem cierpliwe i wcześniej czy później nas odnajdzie. Wyczeka tylko odpowiedniej chwili, kiedy w końcu przestaniemy się szarpać i uciekać na oślep. Wróci, kiedy będziemy gotowi wysłuchać tego, co ma nam do powiedzenia, kiedy otworzymy swoje serca i umysły na wszystko to, co jest nam pisane. Moment, kiedy wsłuchamy się w jego głos i z ufnością za nim podążymy, stanie się początkiem pięknej podróży. Możecie nam wierzyć! Skąd to wiemy? Doświadczyliśmy tego na własnej skórze.