Niespieszna Lublana



Niespieszne… Jakby mi ktoś powiedział, że mam użyć tylko jednego słowa, ale tylko jednego, które miało by powiedzieć jak najwięcej o tym mieście, to właśnie użyłbym tego określenia. Jest tyle wyrazów, tyle przymiotników, a ja wybrałbym właśnie ten, który najlepiej oddaje klimat tego miejsca. Niespieszna Lublana – czy to poprawnie sformułowanie? Muszę przyznać, że trochę dziwnie to brzmi. Może i dziwnie, ale właśnie to słowo jako pierwsze ciśnie mi się do głowy, kiedy pomyślę o stolicy Słowenii. Nie potrafię wymyślić bardziej trafionego określenia…

Lublanę postanawiamy odwiedzić w czasie naszego wypadu w Alpy Julijskie. Po stolicy, co by nie mówić, dość dobrze rozwiniętego europejskiego kraju, spodziewaliśmy się czegoś innego: tłumów, korków, miejskiego zgiełku. Zamiast tego widzimy miasto, które lekko unosi się na fali „niespieszności”. Nie spotkamy tu nikogo, kto by gdzieś gonił. Życie tu spowalnia i jest jakby uśpione. Lublana, trochę niemrawie i od niechcenia, ale z pełną życzliwością, wita nas w swoich progach i zaprasza do spaceru. Z ochotą przyjmujemy zaproszenie i poddajemy się jej urokowi. Aura miasta szybko nam się udziela. Stajemy się częścią tego „niezwykłego bytu bez pośpiechu”. Urzeczeni klimatem tego miejsca spacerujemy po uliczkach starego miasta. Mijamy szereg ładnych kamienic, w których mieszczą się restauracje i kawiarnie z ogródkami letnimi dodając uliczkom uroku. Włóczymy się bez celu i cieszymy nasze zmysły błogim spokojem mijanych miejsc. W Lublanie i owszem, są turyści, ale nikt nigdzie nie pędzi, nikt się nie spieszy, nikt nie przepycha. Obecność turystów, a jest ich tu trochę, nie przygniata i nie przeszkadza w zwiedzaniu. 

Idziemy dalej. Skręcamy w boczną, wąską uliczkę, która wije się wśród odrapanych kamienic i prowadzi nas pod górę. Powoli kierujemy się do zamku, który góruje nad miastem. Na wzgórzu spoglądamy na całą okolicę skąpaną w promieniach słońca. Na widnokręgu mienią się lekko zamglone sylwetki gór. Ponownie zastanawiamy się, jakby jednym słowem określić Lublanę? Ponownie nie potrafimy znaleźć bardziej trafionego wyrazu, aniżeli…NIESPIESZNA. A Ty, Drogi Czytelniku, który już byłeś w stolicy Słowenii, jakiego określenia byś użył?


Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

2 komentarze:

  1. Mieszkałem w Lublanie przez pół roku. Czy było niespiesznie? Nie wiem, czasem pędziłem na zajęcia na uczelni. Na pewno jest to dość osobliwa stolica europejska. Cała Słowenia, niewielki przecież kraj, ma dość specyficzny klimat :)

    Pozdrawiam i powodzenia w blogowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oli,

    Lublana osobliwa jest na pewno - zgadzam się w stu procentach. Co do niespieszności...wiesz, ja patrzę na to z perspektywy turysty, który przez kilka godzin próbował zwiedzić to urocze miasto. Pewnie jednak pośpiech i tu dotarł. Ja go wśród ludzi chodzących po stolicy Słowenii nie widziałem, ale było tu tylko "na chwilę". Ty pewnie Lublanę znasz lepiej.

    Dzięki za miłe słowa.

    OdpowiedzUsuń