Życzenia




Drodzy Czytelnicy,

z okazji zbliżających się świąt oraz Nowego Roku życzymy Wam wielu nieprzetartych szlaków, aby w życiu nieustannie towarzyszyła Wam przygoda odkrywania czegoś nowego. Spełniajcie swoje marzenia i cieszcie się każdą chwilą. Niech nowy rok przyniesie co najmniej tyle pięknych wrażeń, jak ten kończący się 2017.


STYCZEŃ


LUTY


MARZEC



KWIECIEŃ 


MAJ


CZERWIEC


LIPIEC


SIERPIEŃ


WRZESIEŃ


PAŹDZIERNIK


LISTOPAD


GRUDZIEŃ

0 komentarze:

Łyk piwa



Jesteśmy w parku Lustgarten w Berlinie. Zbliża się wieczór. Przycupnęliśmy na murku, który wciąż oddaje ciepło dzisiejszego dnia. Jesteśmy tu już dłuższy czas. Na naszych oczach rozgrywa się spektakl, w którym główne role przypadły dwóm bohaterom – dzień i noc właśnie rozpoczęły swoją grę. Choć dzień w dzień działają według tego samego planu, to zawsze znajdą się rzesze fanów, którzy zachwycają się kunsztem wszystkiego tego, co zostało przygotowane. Podobnie, jak to czynią od wieków, dzień i noc grają dziś w przeciąganie liny. W momencie, w którym przyszliśmy, zdecydowaną przewagę miał dzień. Następnie, przez kilka dłuższych chwil, dwóch godnych siebie przeciwników szło łeb w łeb. Wydawało się, że raz w jedną, raz w drugą stronę przechyla się szala zwycięstwa. Od pewnego jednak czasu coraz wyraźniej zaczyna rysować się dominacja nocy. Widać, że dzień cały czas nie daje za wygraną. Bohatersko broni swoich pozycji za Altes Museum. Z każdą jednak chwilą coraz bardziej opada z sił i się cofa. Nieuniknionym wydaje się to, że w końcu da sygnał do odwrotu i zniknie za widnokręgiem. Noc natomiast… Wszystko wskazuje na to, że na dobre chce rozgościć się nad okolicą. Zaczyna panoszyć się po większości nieboskłonu. Widać już pierwsze gwiezdne świetliki. Czuć powiew rześkiego powietrza, które przynosi ukojenie dla zmęczonych gorącem całego dnia ciał.   

0 komentarze:

Na ruszt cz. 2



Góry. Wyższe czy niższe, Beskidy czy Tatry – bez znaczenia. Najważniejsze, żeby być ponad tym wszystkim, co mamy na co dzień. Odpocząć od zgiełku, który na co dzień się nas przytłacza. Wejść na szlak i znaleźć się na łonie natury. Na początku nie jest łatwo… Potrzebujemy trochę czasu, aby obmyć nasze serca z kurzu dnia codziennego. Strzepać z siebie problemy, zmartwienia i zostawić je za sobą. Po pewnym czasie jednak zaczynamy czuć, jak krople ciszy i spokoju spływają po naszych zmysłach, przynosząc tak potrzebne ukojenie. Z każdą chwilą czujemy się bardziej odprężeni i zrelaksowani. Nabieramy dystansu do wszystkiego tego, czym otaczamy się na co dzień.

W górach nasze myśli nie pędzą już, jak oszalałe. Zwalniają. Tak, jakby ktoś na szlakach postawił znak ograniczenia prędkości. W takich warunkach łatwiej jest nam im się przyglądnąć. Na spokojnie obejrzeć z każdej strony. Jest czas, żeby zastanowić się nad naszym życiem. Nad tym, co nas spotyka i w jakim kierunku zmierzamy. Nikt tu nas nie pospiesza, nikt nie przeszkadza, nikt niczego nie narzuca. Jesteśmy tylko my i ujmująca zmysły przyroda, która zaprasza nas w piękną podróż po zakamarkach naszych myśli. To właśnie jej możemy powierzyć nasze problemy czy rozterki. Mamy przy tym pewność, że na pewno cierpliwie wysłucha wszystkiego, co mamy jej do powiedzenia, a jeżeli trzeba, to otuli nas swoim zbawiennym urokiem. W takich warunkach, bez żadnych przeszkód, możemy prowadzić rozmowę z samym sobą, kontemplować życie. Jeżeli mocno wsłuchamy się w bicie naszego serca, w głos naszego wewnętrznego „ja”, możemy popatrzeć na niektóre sprawy z innej perspektywy. Rzeczy, które wcześniej zaprzątały nam głowę, wydawały się trudne i skomplikowane, nagle stają się lżejsze, prostsze. Dzieje się tak dlatego, że nasze chaotyczne na ogół myśli zwalniają i wchodzą na właściwe tory. Niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczynają pasować do siebie i łączą się w całość. Dopiero tu nabierają sensu i znaczenia.    

To właśnie podczas jednego z wypadów w góry, prawie rok temu, nasze chaotyczne wcześniej myśli i plany połączyły się w spójną całość. Schodziliśmy z Turbacza. Była ładna jesienna pogoda, a krajobraz pokryły opadające z drzew liście. To wtedy zrodziła się myśl, nie tyle nowa, co szalona, żeby zrezygnować z pracy w korporacji, wyprowadzić się z Krakowa i spróbować czegoś nowego. Idąc za głosem serca podjęliśmy decyzję o zmianach. Nie minęły dwa miesiące, a nasze życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Zrzuciliśmy z siebie ten cały marazm, w którym tkwiliśmy. Wyszliśmy poza sferę naszego komfortu. Porzuciliśmy dotychczasowy wygodny i ustabilizowany żywot na rzecz pójścia w nieznane. Z perspektywy czasu musimy stwierdzić, że był to świetny wybór! Warto słuchać serca – ono wskaże Ci właściwy kierunek, a po drodze zaserwuje ekscytującą podróż po pięknych krainach.

Choć od naszej decyzji upłynął już prawie rok, to cały czas dokładnie nie wiemy, gdzie zaprowadzi nas ścieżka, którą obraliśmy. Jak to w drodze, przeżywamy wzloty i upadki. Czujemy jednak, że w końcu idziemy we właściwym kierunku. Czujemy powiew szczęścia, które czule nas obejmuje i szepcze do ucha miłe słowa. Dzień po dniu powoli zadomawia się w naszych sercach. Mając takiego partnera u boku zdecydowanie raźniej iść przez życie!

Staramy nie oglądać się za siebie, ale również nie patrzeć ślepo w przyszłość. Skupiamy się na tym, co jest tu i teraz, czerpiąc przy tym najwięcej, jak się da. Warto jest podążać za głosem serca i gonić za marzeniami. Warto jest kształtować życie w zgodzie ze sobą i nie warto bać się zmian, na które nigdy nie jest za późno!

Gorce













0 komentarze:

Na ruszt



Znasz to uczucie, kiedy tysiące pomysłów pędzą w totalnym bezwładzie po Twojej głowie? Obijają się wzajemnie o siebie, jakby były na stole bilardowym. Chciałbyś je jakoś uchwycić i poukładać, ale za cholerę nie potrafisz. Chcesz wyłapać te najbardziej istotne, ujarzmić je i wykorzystać w swoim życiu, ale nie jesteś w stanie. Już wypatrzyłeś jeden taki, który naprawdę Ci się spodobał. Chcesz go złapać, więc przez dłuższy czas usilnie i z zacięciem gonisz za nim. W końcu udaje Ci się go schwytać! Mocno trzymasz go w garści. Jest naprawdę piękny i wartościowy, a najważniejsze jest to, że sam go wymyśliłem – myślisz sobie. Jest świetny! Na pewno go w życiu wykorzystam – utwierdzasz się w przekonaniu, że pomysł wart jest zachodu i dłuższego nad nim zastanowienia. Oglądasz zdobycz z każdej strony. Cieszysz się jej widokiem. Twój zachwyt trwa do momentu, kiedy przelatuje Ci przed oczami kolejna myśl, która wydaje się równie, a może nawet bardziej interesująca od poprzedniej. Teraz to ją starasz się złapać i zatrzymać. Lecisz za nią, a gdy jest już na wyciągnięcie ręki zamachujesz się w nadziei, że ją złapiesz. Niestety, nie udaje się! Ucieka! Wodzisz za nią wzrokiem. Powoli odlatuje, a Ty cały czas masz nadzieję, że może jeszcze zawróci. Niestety, tak się nie dzieje. Po pewnym czasie tracisz ją z pola widzenia – odchodzi w otchłań zapomnienia. Nie ważne – myślisz sobie. Mam przecież tę pierwszą, która zwróciła moją uwagę – nią się zajmę. Patrzysz w dłoń, bo chcesz do niej wrócić. Ku Twojemu zdziwieniu, kiedy uganiałeś się za tą drugą, ta pierwsza przeleciała Ci przez palce i również odleciała w zapomnienie. Obie dołączyły do pozostałych myśli i pomysłów krążących w gąszczu Twojej głowy. Ich ruch jest kołowy, więc pewnie za jakiś czas znowu przelecą Ci przed oczami. Ciekawe, czy wtedy będziesz wystarczająco czujny i je złapiesz?

0 komentarze:

Impuls



Każdy ma jakieś plany i marzenia. Nie ma chyba osoby, która by ich nie miała i nie lubiła do nich uciekać myślami. Uwielbiamy o nich rozmyślać. Możemy wtedy, choć na chwilę, odetchnąć od naszej rzeczywistości i udać się w podróż po najpiękniejszych zakamarkach naszych myśli. Żyjąc w świecie naszych fantazji możemy pozwolić sobie na chwilę zapomnienia. Zatapiamy się w bajkowej krainie, w której nie ma rzeczy niemożliwych, a jedyne ograniczenia to te rodzące się w naszej wyobraźni. W świecie marzeń możemy robić wszystko to, co nam tylko przyjdzie do głowy. Najlepsze jest to, że nikt nam w tych planach nie przeszkadza. Grawitacja tu nie działa, więc nie mając ograniczeń odrywamy się od ziemi i wzlatujemy wysoko w niebo. Na dole zostawiamy wszystko to, czym na co dzień się otaczamy. Witamy się z pięknym słońcem i skaczemy po białych miękkich chmurach. Po chwili gramy z nimi w ganianego, a potem kładziemy się na jednej z nich. Zamykamy radośnie oczy i kierujemy nasze twarze w stronę światła. Po krótkim odpoczynku wstajemy i nurkujemy z całym impetem w obłokach naszej fantazji, czując podmuchy miłego, ożywczego powietrza. Trochę zmęczeni podniebnymi przygodami przysiadamy na ziemi. Rozścielamy koc na rozkwieconej łące. Wokół jest kolorowo i gwarno od wesołego śpiewu owadów. Ciepły wiatr tańczy ze źdźbłami trawy i łodygami kwiatów, a melodia przyrody koi nasze zmysły. Czujemy się wspaniale! Jest nam dobrze i błogo!  

0 komentarze:

Jajecznica



Czas spędzony na Pacyfiku dostarczył nam niezwykłych przeżyć. Będąc tam wzięliśmy udział w niecodziennym spektaklu, który wciągnął nas od pierwszego aktu. Gdy tylko uniesiono kurtynę to wiedzieliśmy, że czeka nas wyjątkowy czas. Ani trochę się nie myliliśmy, a nasze ręce, co rusz, same składały się do oklasków! Okazało się, że Nowa Kaledonia zabrała w magiczną podróż pełną zachwytów i uniesień. Dbała o nas przez cały czas pobytu racząc różnorakimi doznaniami. Wprowadziła nasze umysły na wyższy wymiar przeżywania, po drodze dzieląc się wszystkim tym, co ma najcenniejszego do pokazania. Przy całej swej szczodrości była równocześnie niezwykle gościnna - każdego dnia miała dla nas przygotowaną jakąś niespodziankę, co rusz ujmowała czymś pięknym i niepowtarzalnym. Nie chcąc stracić ani odrobiny z tej wspaniałości staraliśmy się chłonąć odwiedzane miejsca wszystkimi zmysłami, najpełniej, jak tylko się da.

0 komentarze:

Magiczny wieczór na Ile des Pins



Jest ciepły wrześniowy wieczór. Kontemplujemy urok wszystkiego tego, co nas otacza. Myślimy o całej tej wspaniałości, której doświadczamy na Nowej Kaledonii. Chłoniemy klimat wyspy Ile des Pins (w tłumaczeniu: Wyspa Sosen), która od kilku dni jest naszym domem. Jest nam tu naprawdę dobrze. Nie może być inaczej, skoro wspaniałości natury jest tu co nie miara, a ludzie są bardzo przyjaźni. To właśnie mieszkańcy wyspy poruszyli nasze serca. To oni świadczą o niezwykłym klimacie tego miejsca, które urzeka i zniewala. Na każdym kroku spotykamy się z miłym gestem czy serdecznym uśmiechem. Nie znamy tu nikogo, ale nie przeszkadza to ludziom, żeby się z nami witać. Na Ile des Pins klimat jest inny, niż na głównej wyspie. Życie toczy się tu własnym rytmem. Nikt się tu nie spieszy, a mieszkańcy na wszystko mają czas. Jakże to różne od tego, do czego przywykliśmy w Europie.

0 komentarze:

Piroga



Każdy człowiek jest rozdarty pomiędzy dwiema potrzebami: potrzebą pirogi, czyli podróży
i wyrwania się oraz potrzebą drzewa, czyli zakorzenienia i tożsamości. Ludzie błądzą stale 
między tymi dwiema potrzebami, ulegając czasem jednej, czasem drugiej. 
Trwa to dopóty, dopóki nie zrozumieją, że to właśnie z drzewa wytarza się pirogi. 

Melanezyjski mit z wyspy Vanuatu


0 komentarze:

Przeznaczenie



Przed przeznaczeniem nie ma ucieczki. Choćbyśmy bardzo się starali i bronili z całych sił, to ono i tak nas znajdzie. Stosowanie wymyślnych uników również nic nie da. Nic nie pomoże odwracanie wzroku, kiedy mija nas na ulicy, zatykanie uszu, kiedy woła nas z oddali, wyrywanie się, kiedy próbuje nas zatrzymać. Przeznaczenie jest bowiem cierpliwe i wcześniej czy później nas odnajdzie. Wyczeka tylko odpowiedniej chwili, kiedy w końcu przestaniemy się szarpać i uciekać na oślep. Wróci, kiedy będziemy gotowi wysłuchać tego, co ma nam do powiedzenia, kiedy otworzymy swoje serca i umysły na wszystko to, co jest nam pisane. Moment, kiedy wsłuchamy się w jego głos i z ufnością za nim podążymy, stanie się początkiem pięknej podróży. Możecie nam wierzyć! Skąd to wiemy? Doświadczyliśmy tego na własnej skórze.

0 komentarze:

Zawrat



Z górami jest jak z życiem. Weźmy przykładowo nasze piękne Taterki. Możesz przyjechać w Tatry i prawie cały czas spędzić w pensjonacie. Codziennie pójdziesz na spacer po Krupówkach. Po długich poszukiwaniach w końcu znajdziesz wolny stolik w knajpie. Zamówisz placki po węgiersku, popijesz piwem i wrócisz do siebie. W końcu pomyślisz sobie: może fajnie byłoby pójść gdzieś w góry? Wsiądziesz więc do busa, podjedziesz do Kuźnic i po kilku godzinach stania w kolejce wjedziesz na Kasprowy. Jeszcze kilka fotek na Facebook’a i można wracać. Może się tak zdarzyć, że pójdziesz o krok dalej i zaszalejesz – wybierzesz się nad Morskie Oko albo wejdziesz na Giewont. Wszystko super, tylko znowu musisz stać w kolejkach. I znowu się wkurzasz, i nie potrafisz odpocząć… Masz urlop, pojechałeś się zrelaksować, a tu, gdzie się nie ruszysz, wszędzie są tłumy!

2 komentarze:

Miłość Przyjaźń Muzyka



Kraków, Rynek Główny u wylotu ulic Wiślnej i Anny

Wracamy do domu. Przechodzimy przez Rynek. Nagle słyszymy krzyki. U zbiegu ulic wywiązała się bójka. Na początku wydaje nam się, że biją się tylko dwie osoby. Gdy podchodzimy bliżej okazuje się, że „leje” się cała grupa. Wszyscy wyglądają dość młodo. Co ciekawe, zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie barykady, walczą również dziewczyny. Niedaleko miejsca zdarzenia jest posterunek policji. Podbiegamy tam i wchodzimy do środka. Zastajemy dwóch policjantów trzymających zakłutego w kajdanki punka, który wyrywa się i krzyczy. Mówimy im o bójce, która dzieje się prawie pod ich posterunkiem. „Kurwa, nie widzicie, że mamy tu interwencję?” – jeden z policjantów ciśnie w naszym kierunku siarczyste słowa. Nikt nic nie zrobił.

2 komentarze:

Szukając uśmiechu



Wstaliśmy wcześnie. Poranek był dość ciepły. Po błękicie nieba przechadzały się białe barankowate chmury. Zapowiadał się naprawdę ładny i słoneczny dzień. Przyjechaliśmy w okolice Starego Miasta. Kraków trochę ociężale i jakby od niechcenia budził się do życia. Na chodnikach i ulicach było pusto. Tylko co jakiś czas mijaliśmy przechodniów, którzy albo śpieszyli się do/z pracy, albo zmęczeni wracali po całonocnej imprezie. Trochę niemrawie i bez planu zaczęliśmy się błąkać w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, żeby zaczepić ludzi i zachęcić ich do uśmiechu. Zagadaliśmy do kilku napotkanych osób. Wyjaśnialiśmy, że piszemy o uśmiechu i go szukamy, ponieważ chcielibyśmy okrasić nasz wpis odpowiednimi zdjęciami. Pytaliśmy zaczepionych osób, czy nie mogły by się uśmiechnąć, a my zrobilibyśmy im pozytywne zdjęcie. Na początku jednak nasze próby nie były owocne. Szło nam jakoś tak…nieudolnie. W okolicach Barbakanu nikt nie zgodził się na to, żeby uwiecznić jego rozpromienioną twarz. Część osób wyraźnie krępowała nasza prośba, część nie brała tego na poważnie i patrzyła się na nas, jak na wariatów. Nasze nastawienie też odegrało tu rolę. Wymagaliśmy od innych uśmiechu i to z samego rana, sami jednak nie mieliśmy wystarczających pokładów radości, entuzjazmu i śmiałości w sobie, które by pozwoliły otworzyć się innym. Trochę się zraziliśmy, ale nie daliśmy za wygraną.

0 komentarze:

Rondel



Robiąc zdjęcia do tego posta, spotkałem w Barbakanie pewną przeuroczą panią. Jak zwykle przyczynkiem do rozmowy było to, że robiłem zdjęcia…lalce (po raz kolejny przekonałem się, że łatwo, dzięki moim zabawkom, o nawiązanie rozmowy). Spotkanie z nowo poznaną kobietą przebiegło bardzo miło. Pani była już w podeszłym wieku, ale opowiadała z werwą i rzeczowo. Przez kilka minut rozmowy zdążyłem się dowiedzieć, że urodziła się w Krakowie, potem, na jakiś czas, wyjechała za granicę, by z powrotem wrócić do rodzinnego miasta. W pewnym momencie starsza pani z lekkim zakłopotaniem powiedziała mi, że…pierwszy raz jest w Barbakanie. Dacie wiarę, że tego dnia była w trakcie swojej pierwszej wizyty w tym miejscu?! Na pewno jej zwierzenie mnie zaskoczyło, no bo jak to, mieszkać przez tyle w Grodzie Kraka i nie być w takim zabytku? Przede wszystkim jednak zaimponowało mi, że jako rodowita Krakowianka chce nadrobić zaległości. Jak widać: nigdy nie jest za późno i jak to mówią: lepiej późno, niż wcale. Zresztą poznałem więcej osób, które mieszkając w Krakowie przez co najmniej kilka lat nigdy we wnętrzu tego obiektu nie były. Przyznają się do tego chociażby nauczycielki grup szkolnych z Krakowa, które oprowadzam.

0 komentarze:

Tajna broń



Tak sobie myślimy, że my, ludzie, nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak potężną bronią dysponujemy. Jej siła rażenia jest ogromna, zdecydowanie większa niż w przypadku noży, pistoletów czy karabinów. Podobnie, jak działa i bomby, potrafi burzyć mury. Zupełnie inne są jednak intencje jej użycia w porównaniu do tradycyjnej broni, którą znamy. Ta bowiem, którą każdy z nas posiada, ma niezwykłą moc. Można by nawet rzec, że jest magiczna, ponieważ potrafi kruszyć skały, dając szczęście. Najwspanialsze jest to, że nikogo nie rani. Wręcz przeciwnie – daje dużą radość osobie, w kierunku której jest wymierzona. Mało tego, nic nie jest w stanie nas tak dobrze ochronić przed złem, jak właśnie ona. Dotyczy to zarówno strzelającego, jak i osobę, do której oddaje się strzał. Nie ma żadnych zakazów, które by ograniczały jej wykorzystanie. Przeciwnie, zewsząd dochodzą głosy, które namawiają do jej używania. Mamy jakby odgórny przykaz, żeby ją nosić i korzystać z niej, kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja. Z wiadomych tylko nam powodów tego nie robimy. Wydaje nam się, że chyba nie doceniamy jej siły, która przecież jest ogromna. Mamy ją w posiadaniu przez sam fakt urodzenia. Jest nijako oczywistością daną nam przez Boga, który udzielił nam licencji na jej posiadanie. Może dlatego, że jest tak łatwo dostępna, tak często zapominamy, że ją mamy. Najczęściej rdzewieje nieużywana.   

0 komentarze:

W czerwcu zrób #cośnowego



Rozmawialiśmy jakiś czas temu o tym, jak wygląda życie ludzi. Obserwując naszą codzienność zauważyliśmy, są jesteśmy bardzo przywiązani do swoich przyzwyczajeń. Dni przeżywamy podobnie, często według podobnego schematu - nie lubimy zmian. Każdy dzień upływa nam, z grubsza rzecz ujmując, na robieniu cały czas tego samego. Chyba tak to jest, że po prostu niechętnie podchodzimy do wszelkich nowości. Zróbmy prosty test, który pokaże, jak się sprawy mają w Twoim życiu :)

0 komentarze:

Dżungla



Jesteśmy w samym środku dżungli. Jest wilgotno i ciepło. Z trudem łapiemy oddech. Droga nie jest łatwa. Dość często ocieramy pot z czoła, który – wdzierając się do naszych oczu – przeszkadza w marszu. Nasze koszule prawie w całości przemoczone są od potu. Atmosfera jest tu równie zachwycająca, co tajemnicza. Panuje półmrok przerwany co jakiś czas strugą światła przebijającą się przez korony drzew. Takie oświetlone miejsca są niczym świetlne wyspy na oceanie przycienionej intensywnej zieleni. Świat wokół dominuje właśnie tym kolorem. Nawet kora większości mijanych pni porośnięta jest mchem. Nigdy nie widzieliśmy tyle zieleni naraz!

0 komentarze:

Dżentelmen



Oksford bez wątpienia nie jest zwykłym miejscem. Czuliśmy to już od pierwszych chwil, kiedy poznawaliśmy się z nim przez zalane deszczem szyby autobusu. Zaprezentował się nam wtedy w nocno-deszczowej odsłonie. W świetle latarni wyglądał bardzo intrygująco i tajemniczo. Bez wątpienia wzbudził nasze zainteresowanie. Już wtedy, mimo strug wody spływającej z nieba, zrobił na nas duże wrażenie. Zachwycające gmachy o cudownych gotyckich rysach od samego początku zawładnęły naszymi sercami. Ujęły nas swoim nieprzeciętnym urokiem oraz szykownością wykończeń. Pamiętamy, jak nie potrafiliśmy wtedy powstrzymać naszego uznania. Z buziami szeroko otwartymi cieszyliśmy nasze spojrzenia każdym detalem. Widzieliśmy, że czeka nas wyjątkowa znajomość z tym miejscem. Nie pomyliliśmy się! Oksford z każdą kolejną wizytą zaskakiwał nas kolejnym miejscem, czy budynkiem o ponadprzeciętnej urodzie, a my…chcieliśmy więcej i więcej. Jak to mówią: apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tak było w przypadku naszej znajomości. Delektowaliśmy się spacerami po jego urokliwych zakamarkach. Za każdym razem to znane uniwersyteckie miasto miało dla nas jakąś miłą niespodziankę (przeważnie było ich co najmniej kilka podczas jednej wizyty!) i raczyło kunsztem wykonania. Dawało wiele okazji do zachwytu. Zabierało nas w podróż – magiczną wędrówkę po kartach historii. W końcu urosło do rangi miejsca niezwykłego, które bez wątpienia zasługuje na jeszcze jeden post.

0 komentarze:

Domy z kamienia



Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że nic takiego szczególnego w nich nie ma. Ot, po prostu zwykłe skromne domki, których sporo w okolicy. Im dłużej jednak człowiek im się przygląda, tym bardziej potrafią zachwycić. 

0 komentarze:

Z wizytą u Churchilla



Ktoś kiedyś zapytał Winstona Churchilla o największe osiągnięcie jego życia. Ten bez wahania odpowiedział, że takowym okazała się zdolność przekonania własnej żony do tego, by za niego wyszła.

2 komentarze:

Moja piosenka



Do krzyku wiatru, co wijąc się wśród gór i dolin wesołą niesie nowinę.

*

2 komentarze:

Rozbujała łąka



Oksford – urzekające miasto, które skradło nasze serca. Ten cudowny średniowieczny byt miejski ma prawie 40 uczelni. Dacie wiarę, że po terenie jednej z nich można szwendać się godzinami? Całkiem niedawno, już po raz drugi, weszliśmy na teren Magdalen College. Zapraszamy na spacer oprószony wiosenną dawką słońca.

0 komentarze:

Kamienny krąg



Są trzy budowle, które kojarzyły nam się z Anglią. Dwie z nich znajdują się w Londynie i już zdążyliśmy je zobaczyć. Są to: Big Ben oraz Tower Bridge. Trzecią budowlą jest kamienny krąg Stonehenge, który kusił nas już wcześniej, jeszcze zanim w naszych głowach pojawił się pomysł wyjazdu na Wyspy. Status wyjątkowego osiągnął już na zdjęciach, które widzieliśmy. Prezentował się doprawdy niesamowicie. Wabił swoim urokiem i nawoływał, żeby przyjechać, poznać go i przyglądnąć mu się z bliska. Fascynował swoją monumentalnością. Miał w sobie magię nasyconą minionymi epokami. Aura tajemniczości, która od niego biła, zdecydowanie działała na wyobraźnię. Pociągał swoim pięknem, ale w naszych umysłach był jakby nieosiągalny, był tylko dalekim marzeniem. Po prostu gdzieś tam był, istniał. Sytuacja zmieniła się, gdy wylądowaliśmy w Anglii. Uświadomiliśmy sobie, że ta niezwykła budowla znajduje się raptem godzinę drogi jazdy samochodem od miejsca, w którym mieszkamy. Wiedzieliśmy, że musimy tam pojechać. Był ranek 17 marca 2017 roku, kiedy podekscytowani stanęliśmy przed obliczem kamiennego kręgu Stonehenge.  

0 komentarze:

Drzwi do szczęścia




Szczęście jest naprawdę blisko, prawie na wyciągnięcie ręki. Dlaczego jednak tak trudno je odnaleźć? Odpowiedź jest prosta – bo w ogromnym korytarzu, w którym stoimy, w gąszczu możliwych wyborów, decydujemy się na otwarcie złych drzwi. A jak się już chwyci się za klamkę, otworzy je i wejdzie do środka, to ciężko później wyjść. Argumentów, które trzymają nas w środku jest multum: bo ładnie, bo ciepło, bo myślimy, że jest tu wszystko, czego potrzebujemy. Często jest nam na tyle wygodnie, że nawet nie wychylamy się za okno, żeby sprawdzić, jak jest u sąsiada. Boimy się chyba przeciągów! Ewentualnie zerkamy ukradkiem zza zasłony, ale tylko wtedy, kiedy nikt nie widzi. Wszystko jest pięknie, jeśli w naszym lokum, które wybraliśmy, jest dokładnie tak, jak chcielibyśmy, żeby było. Problemu nie ma, jeśli w środku jest wszystko, co dla nas najcenniejsze: pasje, szczęście i miłość. Często jednak się zdarza, że którejś z tych rzeczy tam nie ma. Bywa i tak, że w naszym gniazdku próżno szukać i pasji, i szczęścia, i miłości. Co wtedy?

0 komentarze:

Wydymany Pradziad


Ten post zawiera przekleństwa. Jeżeli rażą Cię wulgaryzmy to NIE CZYTAJ, albo przejdź do samych zdjęć (one nie są w niczym wulgarne).

Dziś chciałbym podzielić się z Wami wrażeniami z mojego ostatniego wyjazdu w góry. Tym razem wybór padł na czeskie Jeseniky, do których, co tu dużo mówić, mam sentyment. Nie zawiodłem się - było pięknie, widokowo i zimowo. Wypad „za miedzę” do naszych południowych sąsiadów miał dla mnie duże znaczenie. Miałem świadomość, że szybko gór nie zobaczę, więc chciałem się nimi maksymalnie nacieszyć. Potrzebowałem również odpowiedniego miejsca, żeby uporządkować sobie pewne sprawy, ponieważ byłem wtedy w okresie między-między. Etap krakowski miałem na pewien czas zamknąć, natomiast czekało na mnie (czasowe) życie na emigracji. Rozumiecie już, jak ważne było dla mnie te kilka dni spędzonych w Jesenikach. Zdecydowanie potrzebowałem oddechu od tego, co za i przede mną.

0 komentarze:

Oksford - mini przewodnik po ciekawych miejscach, czyli co warto zobaczyć



Byłem ostatnio na spacerze po Oksfordzie. Nie miałem mapy ani przewodnika. Nikt ani nic nie wyznaczało mi drogi. Oddałem się w pełni urokowi miejsca. Byłem tylko ja i moja intuicja, która podpowiadała mi, gdzie powinienem iść. Okazało się, że intuicja świetnie zna się na swojej robocie, ponieważ prowadziła mnie po pięknych zakamarkach miasta. Zagubiłem się w gąszczu brukowanych uliczek i zabytków. Kiedy skończyłem oglądać jedno urokliwe miejsce to już kolejne mnie wołało i usilnie walczyło o moją uwagę. Nie opierałem się za bardzo i szedłem tam, skąd dochodziło nawoływanie. Byłem trochę jak…kula na stole bilardowym. Wprawiony w ruch odbijałem się od zachwytu jednym miejscem do zachwytu drugim i nie potrafiłem się zatrzymać. Każde z nich kusiło czymś innym, niepowtarzalnym. Wszystkie jednak miały wspólny mianownik – niewątpliwe piękno, magię i pewną unoszącą się aurę tajemniczości. Przecież w każdym z nich tak wiele się działo w ciągu wieków. Czułem się jak w jakimś śnie, pięknym śnie, z którego nie mogłem, a raczej nie chciałem się wybudzić. Kompletnie zatraciłem się w moim spacerze. Dopiero w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że jest już późno i…najwyższa pora wracać.

0 komentarze:

Śpiący Rycerz



Śpiący Rycerzu, słyszysz mnie? Bardzo chciałbym z tobą porozmawiać, ale widzę, że śpisz. Twój sen jednak nie jest mocny. Cały czas czuwasz i w razie niebezpieczeństwa gotów jesteś powstać i bronić nas oraz naszego kraju. Podziwiam cię za to, jak świetnie wywiązujesz się z powierzonego ci zadania. Drzemie na twoich barkach olbrzymia odpowiedzialność, przez co służba z pewnością nie jest łatwa. Swoją drogą ciekawe ile to już lat, odkąd stoisz na posterunku. Ciekaw jestem jak, właściwie, zaczęła się twoja wieczna warta. Zastanawiałeś się, dlaczego to właśnie tobie Stwórca powierzył to zaszczytne stanowisko? Przecież to wielki honor być powołanym do strzeżenia naszego narodowego skarbu. Mam do ciebie jeszcze jedno, osobiste pytanie, które strasznie mnie nurtuje. Powiedz mi, ale tak szczerze: czy nie masz nam, ludziom, za złe, że postawiliśmy na tobie ten metalowy krzyż? Jak sobie pomyślę, że ktoś, we śnie, bez mojej wiedzy i zgody zrobiłby dziurę w mojej wardze i wsadził jakieś metalowe cholerstwo, to…chyba bym się wściekł. Ty znosisz to z taką pokorą…

0 komentarze: