Kamienny krąg



Są trzy budowle, które kojarzyły nam się z Anglią. Dwie z nich znajdują się w Londynie i już zdążyliśmy je zobaczyć. Są to: Big Ben oraz Tower Bridge. Trzecią budowlą jest kamienny krąg Stonehenge, który kusił nas już wcześniej, jeszcze zanim w naszych głowach pojawił się pomysł wyjazdu na Wyspy. Status wyjątkowego osiągnął już na zdjęciach, które widzieliśmy. Prezentował się doprawdy niesamowicie. Wabił swoim urokiem i nawoływał, żeby przyjechać, poznać go i przyglądnąć mu się z bliska. Fascynował swoją monumentalnością. Miał w sobie magię nasyconą minionymi epokami. Aura tajemniczości, która od niego biła, zdecydowanie działała na wyobraźnię. Pociągał swoim pięknem, ale w naszych umysłach był jakby nieosiągalny, był tylko dalekim marzeniem. Po prostu gdzieś tam był, istniał. Sytuacja zmieniła się, gdy wylądowaliśmy w Anglii. Uświadomiliśmy sobie, że ta niezwykła budowla znajduje się raptem godzinę drogi jazdy samochodem od miejsca, w którym mieszkamy. Wiedzieliśmy, że musimy tam pojechać. Był ranek 17 marca 2017 roku, kiedy podekscytowani stanęliśmy przed obliczem kamiennego kręgu Stonehenge.  

0 komentarze:

Drzwi do szczęścia




Szczęście jest naprawdę blisko, prawie na wyciągnięcie ręki. Dlaczego jednak tak trudno je odnaleźć? Odpowiedź jest prosta – bo w ogromnym korytarzu, w którym stoimy, w gąszczu możliwych wyborów, decydujemy się na otwarcie złych drzwi. A jak się już chwyci się za klamkę, otworzy je i wejdzie do środka, to ciężko później wyjść. Argumentów, które trzymają nas w środku jest multum: bo ładnie, bo ciepło, bo myślimy, że jest tu wszystko, czego potrzebujemy. Często jest nam na tyle wygodnie, że nawet nie wychylamy się za okno, żeby sprawdzić, jak jest u sąsiada. Boimy się chyba przeciągów! Ewentualnie zerkamy ukradkiem zza zasłony, ale tylko wtedy, kiedy nikt nie widzi. Wszystko jest pięknie, jeśli w naszym lokum, które wybraliśmy, jest dokładnie tak, jak chcielibyśmy, żeby było. Problemu nie ma, jeśli w środku jest wszystko, co dla nas najcenniejsze: pasje, szczęście i miłość. Często jednak się zdarza, że którejś z tych rzeczy tam nie ma. Bywa i tak, że w naszym gniazdku próżno szukać i pasji, i szczęścia, i miłości. Co wtedy?

0 komentarze:

Wydymany Pradziad


Ten post zawiera przekleństwa. Jeżeli rażą Cię wulgaryzmy to NIE CZYTAJ, albo przejdź do samych zdjęć (one nie są w niczym wulgarne).

Dziś chciałbym podzielić się z Wami wrażeniami z mojego ostatniego wyjazdu w góry. Tym razem wybór padł na czeskie Jeseniky, do których, co tu dużo mówić, mam sentyment. Nie zawiodłem się - było pięknie, widokowo i zimowo. Wypad „za miedzę” do naszych południowych sąsiadów miał dla mnie duże znaczenie. Miałem świadomość, że szybko gór nie zobaczę, więc chciałem się nimi maksymalnie nacieszyć. Potrzebowałem również odpowiedniego miejsca, żeby uporządkować sobie pewne sprawy, ponieważ byłem wtedy w okresie między-między. Etap krakowski miałem na pewien czas zamknąć, natomiast czekało na mnie (czasowe) życie na emigracji. Rozumiecie już, jak ważne było dla mnie te kilka dni spędzonych w Jesenikach. Zdecydowanie potrzebowałem oddechu od tego, co za i przede mną.

0 komentarze: