Drzwi do szczęścia




Szczęście jest naprawdę blisko, prawie na wyciągnięcie ręki. Dlaczego jednak tak trudno je odnaleźć? Odpowiedź jest prosta – bo w ogromnym korytarzu, w którym stoimy, w gąszczu możliwych wyborów, decydujemy się na otwarcie złych drzwi. A jak się już chwyci się za klamkę, otworzy je i wejdzie do środka, to ciężko później wyjść. Argumentów, które trzymają nas w środku jest multum: bo ładnie, bo ciepło, bo myślimy, że jest tu wszystko, czego potrzebujemy. Często jest nam na tyle wygodnie, że nawet nie wychylamy się za okno, żeby sprawdzić, jak jest u sąsiada. Boimy się chyba przeciągów! Ewentualnie zerkamy ukradkiem zza zasłony, ale tylko wtedy, kiedy nikt nie widzi. Wszystko jest pięknie, jeśli w naszym lokum, które wybraliśmy, jest dokładnie tak, jak chcielibyśmy, żeby było. Problemu nie ma, jeśli w środku jest wszystko, co dla nas najcenniejsze: pasje, szczęście i miłość. Często jednak się zdarza, że którejś z tych rzeczy tam nie ma. Bywa i tak, że w naszym gniazdku próżno szukać i pasji, i szczęścia, i miłości. Co wtedy?

Kiedy przychodzi moment, w którym nachodzą nas wątpliwości odnośnie do tego, czy aby na pewno wybraliśmy dobre drzwi, myślimy sobie: może by tak spróbować wejść do innego pomieszczenia? Często wtedy w naszych głowach rodzą się kolejne powody, żeby zostać, wynikające z lęku, zwykłego przyzwyczajenia i niechęci do podejmowania trudnych decyzji. Niekiedy trzymamy już klamkę w naszej dłoni, ale nie znajdujemy w sobie odwagi, żeby za nią pociągnąć. Cofamy się i zostajemy w naszym pokoju do końca życia. Te przypadki zostawmy. Skupmy się na osobach, którym udaje się wyjść, a raczej wydostać, bo trzeba jasno powiedzieć, że pociągnięcie za klamkę nie jest łatwe. Ba, jest często heroicznym wyczynem. W niektórych przypadkach trwa naprawdę długo. Niekiedy dopiero życiowa katastrofa powoduje, że odnajdujemy w sobie pokłady tak potrzebnej odwagi. Są również i tacy, którym wydostanie się z pokoju, w którym nie chce się już przebywać, przychodzi szybciej. Tacy ludzie widzą, że świat, w którym do tej pory żyli ich gniótł i mają na tyle śmiałości, żeby wyjść znowu na korytarz i otworzyć inne drzwi, z nadzieją odnalezienia szczęścia.

Poszedłem ostatnio na spacer, raptem pół godziny drogi od mojego Witney. Na miejscu zobaczyłem lekko uchylone drzwi. Z ciekawości zerknąłem. Siedziała tam odrobina szczęścia. Zobaczyła mnie, uśmiechnęła się i puściła oko. Udało jej się zrobić parę zdjęć. Chcecie zobaczyć? Zapraszam na fotograficzny spacer po przeuroczej wsi Minster Lovell.

Czasem naprawdę warto uważnie się rozglądnąć. Szczęścia szukamy daleko, a okazuję się, że czai się ono zaraz za rogiem i tylko czeka, aż je dostrzeżemy.    



Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

0 komentarze: