Wydymany Pradziad


Ten post zawiera przekleństwa. Jeżeli rażą Cię wulgaryzmy to NIE CZYTAJ, albo przejdź do samych zdjęć (one nie są w niczym wulgarne).

Dziś chciałbym podzielić się z Wami wrażeniami z mojego ostatniego wyjazdu w góry. Tym razem wybór padł na czeskie Jeseniky, do których, co tu dużo mówić, mam sentyment. Nie zawiodłem się - było pięknie, widokowo i zimowo. Wypad „za miedzę” do naszych południowych sąsiadów miał dla mnie duże znaczenie. Miałem świadomość, że szybko gór nie zobaczę, więc chciałem się nimi maksymalnie nacieszyć. Potrzebowałem również odpowiedniego miejsca, żeby uporządkować sobie pewne sprawy, ponieważ byłem wtedy w okresie między-między. Etap krakowski miałem na pewien czas zamknąć, natomiast czekało na mnie (czasowe) życie na emigracji. Rozumiecie już, jak ważne było dla mnie te kilka dni spędzonych w Jesenikach. Zdecydowanie potrzebowałem oddechu od tego, co za i przede mną.

Po powrocie z wyjazdu trochę się działo, więc dopiero teraz mam chwilę, żeby usiąść i podzielić się z Wami moim…wkurwem. Bo ogólnie wyjazd był bardzo udany, naprawdę, ale w pewnym momencie…w mojej głowie zaczęło rodzić się dużo negatywnych myśli, które z kolei pchały na usta same złe słowa. Na ogół staram się nie przeklinać, ale świadomość tego, jaką szkodę może wyrządzić człowiek naturze, ciśnie mi na usta same brzydkie sowa. 

Z góry pragnę przeprosić za wulgaryzmy. Normalnie jestem lepiej wychowany i staram się nie szargać mojego języka. W tym jednak wypadku nie mogę. W czym rzecz? Już spieszę z odpowiedzią.

Jakbym był Pradziadem to zdecydowanie uważałbym się za atrakcyjnego. Patrząc w lustro mówiłbym o sobie: przystojniak z ciebie, pierunie! No tak, taka byłaby prawda! Przystojny, barczysty, wysoki (w końcu to drugi co do wielkości wierzchołek Czech) i bogaty (bo dostatku na pewno tej górze i okolicy odmówić nie sposób). Zdecydowanie mógłbym o sobie powiedzieć, że jestem dobrą partią, która warta jest grzechu. W takich superlatywach mógłbym jednak mówić o sobie do pewnego momentu. Pewnego razu bowiem ktoś postanowił mnie…wydymać. I już przestałem być przystojniakiem.

Jakbym był Pradziadem, obudził się z rana, spojrzał w lustro i zobaczył na swojej głowie to cholerstwo (czytaj: dziwne coś ze śmieszną anteną), które ktoś nikczemnie, podczas snu, nadział na moje ciało, to siarczyście bym przeklął. Potem na pewno chciałbym je usunąć, a gdy uświadomiłbym sobie, że jest to niemożliwe i zawsze już będę nosił tę „pamiątkę” to złapałbym się za głowę i rozpłakał. A potem, dniami i nocami, wył bym z niemocy, aż cały świat by usłyszał. Postawiony w takiej sytuacji na pewno chciałbym otrzymać odpowiedź na pytanie, dlaczego ktoś, bez mojej wiedzy i zgody, postanowił mnie „upiększyć” w taki właśnie sposób?

Jakbym bym Pradziadem to bym się wkurwił. Mówię tu jak najbardziej poważnie i bez ogródek. Sądzę, że każdy na jego miejscu dostałby takiego wkurwa, jak stąd do Warszawy (a że jestem teraz w Anglii, to owy wkurw byłby naprawdę duży). Uwierz mi, Szanowny Czytelniku, że Ty też byś się wkurwił! Może byś o tym głośno nie mówił, bo wiadomo, że spora część z nas woli kumulować swoje żale i nosić je głęboko ukryte w sobie, ale założę się, że kipiało by w Tobie ze wściekłości. Jak tu się bowiem nie wściekać, skoro ktoś (w tym wypadku człowiek) na środku twojej pięknej główki (jesteś Pradziadem, dla jasności) stawia coś tak brzydkiego, nie pytając się Ciebie o zgodę?

Jakbyś był Pradziadem, Szanowny Czytelniku, co byś pomyślał o tym szpetnym cholerstwie, które postawili na środku Twojego pięknego wierzchołka, okaleczając na zawsze. Wyobraź sobie, że ktoś stawia Ci na głowie jakąś dupną antenę, nie pytając się o zdanie i tak każe Ci chodzić z tym do końca życia! Przepraszam, nie poczułbyś się jak pojebaniec? Jak pieprzony nieuwłasnowolniony pojebaniec, którego losy nikogo, ale to nikogo, nie obchodzą! Mało tego, daję Ci gwarancję, poczułbyś się jak wyruchany pojebaniec, bo to, że wchodzą w Twoje ciało obcym ciałem traktować należy jako gwałt. A co z godnością? A co z wyrażeniem własnego zdania? Co z decydowaniem o samym sobie, o swoim życiu? No właśnie, zostałbyś wszystkiego tego, na co składa się Twoja godność, pozbawiony. 

Jakbym był Pradziadem…ale nim nie jestem. Patrząc jednak na tę piękną i dumną górę (mówię tu jako osoba, co by nie mówić, wrażliwa, turysta, który potrafi docenić piękno przyrody) czuję bezsilność, żal, ale przede wszystkim złość. Czy naprawdę było to konieczne? Wstyd mi, że popsuliśmy coś tak pięknego. Apeluję: co Bóg dał, człowiek niech nie zabiera! A jak już zabiera, to niech zrobi to ze smakiem!


Petrovy kameny - z widokiem na Praděd
wejście na Pradziada żółtym szlakiem z Karlovej Studanki
 

 

 

 

okolice miejscowości Loučná nad Desnou
Šumperk
Velké Losiny
czeskie specjały na Pradziadzie - Hovězí guláš s houskovým knedlíkem i Smažený sýr s hranolkami a tatarskou omáčkou

Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

0 komentarze: