Rozbujała łąka



Oksford – urzekające miasto, które skradło nasze serca. Ten cudowny średniowieczny byt miejski ma prawie 40 uczelni. Dacie wiarę, że po terenie jednej z nich można szwendać się godzinami? Całkiem niedawno, już po raz drugi, weszliśmy na teren Magdalen College. Zapraszamy na spacer oprószony wiosenną dawką słońca.

Już od High Street, będącej jedną z głównych ulic miasta, zabudowania uniwersyteckie prezentują się niezwykle szykownie i kuszą, żeby wejść w ich progi i odetchnąć od zgiełku ulicy. Jak się już wejdzie w to magiczne miejsce to…ciężko stąd wyjść. Zwiedzający obdarowany zostaje sporą dawką zachwytu, bo naprawdę jest tu co podziwiać! Cały kompleks kipi bowiem pięknem architektury i (o dziwo!) przyrody, fascynując zmysły turysty.

Budynki Magdalen pociągają kunsztem średniowiecznych twórców. Z zewnątrz przykuwa wzrok duża, kwadratowa kamienna wieża zakończona ośmioma strzelistymi wieżyczkami. Wybija się ona ponad zabudowania dzięki czemu stanowi charakterystyczny punkt dla całej okolicy. Od środka prezentuje się równie okazale. Nasze zainteresowanie wzbudza kaplica, wyróżniająca się od innych tego tupu budynków znajdujących się na terenie Oksfordu detalami architektonicznymi ściany ołtarzowej pokrytej w całości posągami. Każdy z nich jest inny, każdy na swój sposób pociąga. Wszystkie razem tworzą urzekają całość, która stanowi niezwykłej urody zwieńczenie budynku. Nigdzie indziej nie widzieliśmy podobnego rozwiązania. Trzeba powiedzieć, że zamysł koncepcji budowniczych bardzo przypadł nam do gustu. Piękne posągi, jak się okazuje, nie zdobią tylko kaplicy. Na terenie college’u jest ich naprawdę sporo. Szczególnie dużo znajduje się ich na dziedzińcu. Ciekawe, jakich tajemnic strzegą? Każda postać upomina się naszej uwagi, każda, choć przez chwilę, pragnie się nam zaprezentować i opowiedzieć swoją historię. Z całego przepychu architektonicznego Magdalen największe wrażenie robią jednak na nas bardzo dobrze zachowane krużganki z uroczymi potrójnymi okiennicami. Są naprawdę sporych rozmiarów i przypominają raczej budynek klasztorny, niż uniwersytecki. Od strony wirydarza (dziedzińca) urzekają smukłymi kształtami i ujmującą gotycką bryłą. Na pierwszy rzut oka widać wielką staranność wykonania i błyskotliwość ich twórców. Spacerując tu i delektując się pięknem architektury mamy wrażenie, jakby…czas stanął w miejscu. Cudowne uczucie!

Podążamy dalej za zespół budynków college’u. Po prawej stronie zauważamy otwartą żelazną bramę, która jakby śle nam zaproszenie, żeby przekroczyć jej próg i wejść dalej. Wchodzimy na uroczy, murowany most, który harmonijnie współgra z budynkami całego kompleksu uczelni. Dzięki niemu możliwe jest przejście nad rzeką Cherwell, która płynie wzdłuż całego terenu. Będąc na moście czujemy, jakbyśmy pociągnęli za klamkę zaczarowanych drzwi, za którymi rozpościera się równie piękny, ale zupełnie inny świat.

Jest ciepłe wiosenne popołudnie. Słońce rozwesela całą okolicę, od czasu do czasu chowając się za chmurami. Wieje lekki przyjemny wiatr, który zaprasza do tańca rozsiane wokół różnobarwne kwiaty. Dominują żółte żonkile, ale białych, o często żółtych środkach, też jest sporo. Są też inne, mniejsze kwiaty, ale nie znamy ich nazwy. Nurt rzeki, ponad którą wije się ścieżka, nie jest zbyt wartki i w obliczu błogiej ciszy daje się słyszeć szum wody. Okolica jest naprawdę przyjemna. Panuje tu iście sielankowa atmosfera. Po prawej stronie ciągnie się rozkwiecona łąka, po której dostojnie przechadzają się dwa dorodne ptaki. Za nami, z lewej strony, niknie powoli kompleks budynków Magdalen College. Idziemy teraz w cieniu drzew. Przed nami odkrywa się park, bliżej nas rzadko porośnięty drzewami, na którym pasą się…jelenie. Natura, która otworzyła swoje piękno przed nami, robi niesamowite wrażenie! Jak widać nawet w środku miasta można kontemplować przyrodę! Skręcamy w prawo mijając po lewej stronie remontowane właśnie zabudowania. Cały czas, po obu stronach ścieżki, rozciąga się pas trawy. Po dłuższej chwili, z prawej strony, wyrasta kolejna łąka. Co ciekawe, w jej głębi, za konarem powalonego i porośniętego mchem drzewa, wyłania się kamienna ławka. Z kolei za niewielkim wzniesieniem, które przed nami, rysuje się kolejna, tym razem drewniana. Siadamy na kilka dłuższych chwil. Bierzmy łyk wody. Próbujemy chłonąć wszystkimi zmysłami całe to piękno, jakim się tego popołudnia otaczamy. Nieopodal miejsca, w którym siedzimy, rzeka, wzdłuż której szliśmy, łączy się z inną. Tam też ścieżka się rozdziela. My podążamy prosto, urzeczeni drogą prowadzącą przez drewniany mostek. Cały czas towarzyszą nam rozbujałe na wietrze żonkile. Niech ten spacer nigdy się nie kończy…  
















Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

0 komentarze: