Rondel



Robiąc zdjęcia do tego posta, spotkałem w Barbakanie pewną przeuroczą panią. Jak zwykle przyczynkiem do rozmowy było to, że robiłem zdjęcia…lalce (po raz kolejny przekonałem się, że łatwo, dzięki moim zabawkom, o nawiązanie rozmowy). Spotkanie z nowo poznaną kobietą przebiegło bardzo miło. Pani była już w podeszłym wieku, ale opowiadała z werwą i rzeczowo. Przez kilka minut rozmowy zdążyłem się dowiedzieć, że urodziła się w Krakowie, potem, na jakiś czas, wyjechała za granicę, by z powrotem wrócić do rodzinnego miasta. W pewnym momencie starsza pani z lekkim zakłopotaniem powiedziała mi, że…pierwszy raz jest w Barbakanie. Dacie wiarę, że tego dnia była w trakcie swojej pierwszej wizyty w tym miejscu?! Na pewno jej zwierzenie mnie zaskoczyło, no bo jak to, mieszkać przez tyle w Grodzie Kraka i nie być w takim zabytku? Przede wszystkim jednak zaimponowało mi, że jako rodowita Krakowianka chce nadrobić zaległości. Jak widać: nigdy nie jest za późno i jak to mówią: lepiej późno, niż wcale. Zresztą poznałem więcej osób, które mieszkając w Krakowie przez co najmniej kilka lat nigdy we wnętrzu tego obiektu nie były. Przyznają się do tego chociażby nauczycielki grup szkolnych z Krakowa, które oprowadzam.

Mając na uwadze moje obserwacje (dodam, że jestem częstym gościem w Barbakanie) muszę nadać temu miejscu miano jednego z najbardziej niedocenianych zabytków Krakowa. Z przykrością muszę stwierdzić, że ten piękny późnogotycki majstersztyk sztuki obronnej świeci pustkami i jest jakby na uboczu atrakcji miasta. Wydawać by się mogło, że bezapelacyjny urok oraz usytuowanie na trakcie Drogi Królewskiej powinno zapewnić mu rzeszę turystów. Rzeczywistość jednak wygląda inaczej. Często, kiedy miasto pęka w szwach od natłoku turystów, w jego murach jest pusto. Większość przewodników opowiada o tym pięknym miejscu z zewnątrz, rzadko decydując się na wejście do środka. Nie rozumiem tej sytuacji, a wejście do Barbakanu uważam za zdecydowanie warte wydania kilku złotych (dodać należy, że bilet wstępu upoważnia nas również do wejścia na Mury Miejskie). Między innymi z tego powodu zdecydowałem się na opisanie tego pełnego magii i uroku zabytku. Chcę zachęcić wszystkich tych, którym nie udało się jeszcze zwiedzić tego miejsca (palec do góry – kto jeszcze tam nie był? ale tak szczerze J). Tym zaś, którzy już byli w środku, mam nadzieję pokazać Barbakan z trochę innej strony. To jak, ruszamy? Zapraszam na spacer po tym niezwykłym miejscu.   

Barbakan, zwany również Rondlem, został wybudowany w późnym średniowieczu. Jaki był cel jego powstania? Czemu właśnie w tym, a nie innym miejscu? Wyjaśnienia zacząć należy od tego, że w tym czasie całe miasto otoczone było murami, za którymi rozciągały się rozlewiska, stawy, bagna i mokradła. Jednak od północnej strony Kraków pozbawiony był naturalnej wodnej ochrony. Z tego też powodu to właśnie od północy groziło miastu największe niebezpieczeństwo najazdu wojsk nieprzyjacielskich. Za czasów króla Jana Olbrachta postanowiono temu zaradzić wzmacniając obronność miasta. Wjazd poprzez Bramę Floriańską, główną bramę prowadzącą do grodu, postanowiono umocnić poprzez postawienie budowli o charakterze obronnym. W takich okolicznościach powstała starannie pomyślana przez architektów twierdza z cegły w kształcie koła, która przez wiele lat była nie do zdobycia. Co stanowiło o jej fenomenie? Przed wszystkim grube mury, z których z kilku poziomów, przez 130 otworów strzelniczych, obrońcy mogli razić nieprzyjaciela. Siedem wieżyczek usytuowanych u góry służyło jako doskonały punkt obserwacyjny i miejsce dla najlepszych strzelców. Co ważne, Barbakan otaczała szeroka i głęboka fosa. Nad nią przerzucony był most zwodzony, który celowo usytuowano ukośnie względem murów miejskich, aby przejazd przez niego był dobrze widoczny z fortyfikacji miasta. Cały obiekt połączony był z Bramą Floriańską szyją, której zarys do dziś jest zauważalny.

Tak oto powstała budowla wspaniała. O niezwykłym zamyśle architektonicznym niech świadczy fakt, że przez wiele lat nie udało się jej nikomu zdobyć. Dziś Rondel uważany jest za najbardziej interesujący i najokazalszy tego typu obiekt w Europie. Zarówno od zewnątrz, jak i w środku, potrafi zachwycać odwiedzających.

Ludziom Barbakan się podoba – to chyba nie ulega wątpliwości. Na stałe wpisał się w krakowski pejzaż. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, że jest to miejsce nie tylko urokliwe, ale również magiczne i to pod kilkoma względami. Świadczy o tym sam jego kształt. Koło bowiem, już od dawnych lat, uważane było za figurę wyjątkową i doskonałą. Również liczby mówią nam, że mamy do czynienia z miejscem niezwykłym. Jak wspomniałem, na Barbakanie znajduje się siedem wieżyczek wieńczących to późnogotyckie dzieło architektury obronnej. Myślicie, że ich liczba jest przypadkowa? Przecież siedem to liczba święta, szczęśliwa, symbol doskonałości i równowagi.

We wszystkich dostępnych źródłach mówiących o Rondlu możemy znaleźć potwierdzenie, że wieżyczek jest siedem. Najlepiej jednak będzie, kiedy zweryfikujesz tę informację, Drogi Czytelniku, osobiście. Wieść bowiem niesie, że niektórzy z nas mogą dojrzeć ich nawet osiem i nic złego, jeżeli tak się stanie. Wręcz przeciwnie. Osiem wieżyczek bowiem dostrzegają tylko ci wybrani, wyjątkowi, którzy osiągnęli harmonię ducha oraz wewnętrzny spokój. Zwykły śmiertelnik, do jakich i ja się zaliczam, dostrzeże ich tylko siedem.

Barbakan ma jeszcze jedną magiczną właściwość. W jego murach jest bowiem ukryty kamień trosk. Niektórzy mówią, że wystarczy przynieść swoje zmartwienia i pozostać tu przez dłuższą chwilę (no, może trochę dłużej J). Czas spędzony w obecności wmurowanego tu niezwykłego kamienia odpędzi od nas wszelkie kłopoty, pozwoli nam o nich zapomnieć. Wszystko za sprawą magii i niezwykłych właściwości wchłaniania naszych trosk przez kamień.   
  
Drogi Czytelniku, mam nadzieję, że zachęciłem Cię do wejścia do Barbakanu. Przechodząc kolejnym razem obok niego wstąp do środka, a będąc już w jego wnętrzu odłóż na bok wszystkie sprawy. Niech klimat tego miejsca porwie Cię w magiczną podróż po kartach historii i magii, a kamień trosk odgoni wszystkie Twoje kłopoty i zmartwienia. A może, przy odrobinie szczęścia, będzie nam dane się spotkać. 

Informacje o magii i ezoteryczności Rondla zaczerpnąłem z książki Andrzeja Nazara "Krakowskie kłopoty z zabytkami".















Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

0 komentarze: