Tajna broń



Tak sobie myślimy, że my, ludzie, nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak potężną bronią dysponujemy. Jej siła rażenia jest ogromna, zdecydowanie większa niż w przypadku noży, pistoletów czy karabinów. Podobnie, jak działa i bomby, potrafi burzyć mury. Zupełnie inne są jednak intencje jej użycia w porównaniu do tradycyjnej broni, którą znamy. Ta bowiem, którą każdy z nas posiada, ma niezwykłą moc. Można by nawet rzec, że jest magiczna, ponieważ potrafi kruszyć skały, dając szczęście. Najwspanialsze jest to, że nikogo nie rani. Wręcz przeciwnie – daje dużą radość osobie, w kierunku której jest wymierzona. Mało tego, nic nie jest w stanie nas tak dobrze ochronić przed złem, jak właśnie ona. Dotyczy to zarówno strzelającego, jak i osobę, do której oddaje się strzał. Nie ma żadnych zakazów, które by ograniczały jej wykorzystanie. Przeciwnie, zewsząd dochodzą głosy, które namawiają do jej używania. Mamy jakby odgórny przykaz, żeby ją nosić i korzystać z niej, kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja. Z wiadomych tylko nam powodów tego nie robimy. Wydaje nam się, że chyba nie doceniamy jej siły, która przecież jest ogromna. Mamy ją w posiadaniu przez sam fakt urodzenia. Jest nijako oczywistością daną nam przez Boga, który udzielił nam licencji na jej posiadanie. Może dlatego, że jest tak łatwo dostępna, tak często zapominamy, że ją mamy. Najczęściej rdzewieje nieużywana.   

Dziwi nas to, ponieważ żyjąc w takich czasach, użycie naszej broni bardzo często jest koniecznością. Na naszych oczach panoszy się zło, z którym trzeba się rozprawić. Widzimy niebezpieczeństwo, sięgamy do kieszeni, w której ją schowaliśmy. Jesteśmy niczym kowboj na Dzikim Zachodzie – trzymamy palec na jej spuście. Odbezpieczyliśmy i teraz jesteśmy gotowi na jej wykorzystanie. Ściągamy okulary przeciwsłoneczne, żeby lepiej widzieć przeciwnika. Patrzymy na niego przenikliwym wzrokiem. Rozpoczyna się bitwa spojrzeń. W ciągu kilku chwil w naszej głowie wszystko się rozgrywa – strzelamy, on pada, my zwyciężamy i stajemy się bohaterami. W rzeczywistości jednak cały czas pozostajemy w bezruchu nie decydując się na oddanie strzału. Wahamy się, stojąc jakiś czas w miejscu. W końcu nie wyciągamy broni z kieszeni, odwracamy się i idziemy w kierunku, z którego przyszliśmy. Z powrotem zakładamy ciemne okulary. Dociera do nas przerażająca myśl – przegraliśmy. Taka jest prawda, że nie robiąc nic, przegrywamy. Przeciwnik słusznie czuje się zwycięzcą - dumny z wygranej, tryumfalnie wodzi za nami wzrokiem. Jesteśmy źli na siebie, że nie mieliśmy odwagi na zrobienie tego decydującego kroku. Idziemy, a myśli kołatają nam w głowach. Zdajemy sobie sprawę z tego, że dysponujemy potężną bronią. Wystarczyłoby ją wyciągnąć, żeby pokonać wroga, ale jednak nie zdecydowaliśmy się na jej użycie. Nie pierwszy raz zresztą, stchórzyliśmy. Czyżbyśmy zatracili instynkt samozachowawczy? Coś jest na rzeczy! Smutni, błąkając się po świecie w drodze powrotnej, szukamy powodów naszej porażki. Przez głowy przechodzą nam różne przyczyny: bo tego nie potrafimy, bo nikt nas tego nie nauczył, bo głupio i wstyd, bo nam się nie chce, bo się boimy…

Na szczęście nie wszyscy odpuszczają. Część z nas znajduje w sobie odwagę. W momencie próby spojrzeń nie boi się konfrontacji i decyduje się na wyciągnięcie i użycie broni. Bez wahania wymierza w przeciwnika i pociąga za spust. Rywal od razu pada i nie jest w stanie kontynuować walki! Siła rażenia jest ogromna – kruszy skały. Nie zawsze jesteśmy świadomi jej niezwykłości, ale to nie ma znaczenia. Liczy się bowiem to, że za jej pomocą naprawiamy świat. Nasza broń ciska całą serią magicznych pocisków, dzięki czemu zabija gniew, obojętność i zmartwienia. Z jednej strony zabiera to, co złe, z drugiej szalenie dużo daje. Daje siłę i wiarę w drugiego człowieka. Nadaje naszemu życiu sens. Jest bardzo prostym, ale niezwykle skutecznym panaceum na wszelkie nasze troski i kłopoty. Otwiera serca na radość. Wpuszcza ożywcze powietrze do naszego życia. Jest najpiękniejszą rzeczą, jaką jedna osoba może obdarzyć drugą. Już jedno jej użycie może spowodować lawinę szczęścia. 

Dzisiejszego ranka postanowiliśmy sprawić, żeby kilka osób zdecydowało się na wyciągnięcie swojej broni. Nie można przecież wiecznie trzymać takiego „cacka” w kieszeni! Rezultaty przeszły nasze oczekiwania! Zresztą, zobaczcie sami.

Wniosek z naszej pełnej promiennego uśmiechu akcji nasuwa się sam – dzięki uśmiechowi dzień wygląda zupełnie inaczej, nabiera barw, jest weselszy. Tkwi w nim wielka siła i potencjał, który po prostu trzeba umiejętnie wykorzystać. Z uśmiechem na ustach możemy naprawdę wiele. Zdecydowanie jest nam z nim do twarzy. Dzięki niemu możemy zmieniać świat na lepsze. To takie proste – wystarczy się uśmiechnąć, a życie staje się przyjemniejsze J Uśmiechajmy się więc częściej! Nie chowajmy naszej najsilniejszej broni, niech kruszy nawet najtwardsze skały, przegania najciemniejsze chmury i wywołuje słońce! Jeden uśmiech, a świat jakby lepszym się staje.

















Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

0 komentarze: