Szukając uśmiechu



Wstaliśmy wcześnie. Poranek był dość ciepły. Po błękicie nieba przechadzały się białe barankowate chmury. Zapowiadał się naprawdę ładny i słoneczny dzień. Przyjechaliśmy w okolice Starego Miasta. Kraków trochę ociężale i jakby od niechcenia budził się do życia. Na chodnikach i ulicach było pusto. Tylko co jakiś czas mijaliśmy przechodniów, którzy albo śpieszyli się do/z pracy, albo zmęczeni wracali po całonocnej imprezie. Trochę niemrawie i bez planu zaczęliśmy się błąkać w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, żeby zaczepić ludzi i zachęcić ich do uśmiechu. Zagadaliśmy do kilku napotkanych osób. Wyjaśnialiśmy, że piszemy o uśmiechu i go szukamy, ponieważ chcielibyśmy okrasić nasz wpis odpowiednimi zdjęciami. Pytaliśmy zaczepionych osób, czy nie mogły by się uśmiechnąć, a my zrobilibyśmy im pozytywne zdjęcie. Na początku jednak nasze próby nie były owocne. Szło nam jakoś tak…nieudolnie. W okolicach Barbakanu nikt nie zgodził się na to, żeby uwiecznić jego rozpromienioną twarz. Część osób wyraźnie krępowała nasza prośba, część nie brała tego na poważnie i patrzyła się na nas, jak na wariatów. Nasze nastawienie też odegrało tu rolę. Wymagaliśmy od innych uśmiechu i to z samego rana, sami jednak nie mieliśmy wystarczających pokładów radości, entuzjazmu i śmiałości w sobie, które by pozwoliły otworzyć się innym. Trochę się zraziliśmy, ale nie daliśmy za wygraną.

0 komentarze: