Szukając uśmiechu



Wstaliśmy wcześnie. Poranek był dość ciepły. Po błękicie nieba przechadzały się białe barankowate chmury. Zapowiadał się naprawdę ładny i słoneczny dzień. Przyjechaliśmy w okolice Starego Miasta. Kraków trochę ociężale i jakby od niechcenia budził się do życia. Na chodnikach i ulicach było pusto. Tylko co jakiś czas mijaliśmy przechodniów, którzy albo śpieszyli się do/z pracy, albo zmęczeni wracali po całonocnej imprezie. Trochę niemrawie i bez planu zaczęliśmy się błąkać w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, żeby zaczepić ludzi i zachęcić ich do uśmiechu. Zagadaliśmy do kilku napotkanych osób. Wyjaśnialiśmy, że piszemy o uśmiechu i go szukamy, ponieważ chcielibyśmy okrasić nasz wpis odpowiednimi zdjęciami. Pytaliśmy zaczepionych osób, czy nie mogły by się uśmiechnąć, a my zrobilibyśmy im pozytywne zdjęcie. Na początku jednak nasze próby nie były owocne. Szło nam jakoś tak…nieudolnie. W okolicach Barbakanu nikt nie zgodził się na to, żeby uwiecznić jego rozpromienioną twarz. Część osób wyraźnie krępowała nasza prośba, część nie brała tego na poważnie i patrzyła się na nas, jak na wariatów. Nasze nastawienie też odegrało tu rolę. Wymagaliśmy od innych uśmiechu i to z samego rana, sami jednak nie mieliśmy wystarczających pokładów radości, entuzjazmu i śmiałości w sobie, które by pozwoliły otworzyć się innym. Trochę się zraziliśmy, ale nie daliśmy za wygraną.

Skierowaliśmy swoje kroki w stronę Dworca Głównego. Ludzi prawie z każdą chwilą przybywało. Każdy jednak gdzieś gonił w wiadomym tylko sobie kierunku. Szukanie osób pozytywnie nastawionych i chętnych do uśmiechu w tej całej gonitwie dnia codziennego okazało się niełatwym zadaniem. W końcu jednak udało się nakłonić pierwsze osoby – uwieczniliśmy kilka naprawdę rozpromienionych twarzy. Okazało się, że pozytywne nastawienie innych nam się udzieliło. Jakby w czarodziejski sposób przeszło na nas i dodało nam otuchy. Z każdym kolejnym napotkanym uśmiechem było nam łatwiej podchodzić do innych, co rodziło kolejne sukcesy. Ludzie nagle zaczęli się dzielić z nami tym, co mają najpiękniejszego – pięknymi radosnymi wyrazami twarzy.

Po przejściu okolicy postanowiliśmy pojechać na Rondo Mogilskie. Tu również przez kilka chwil krążyliśmy, szukając odpowiedniego miejsca, ale przede wszystkim odwagi do tego, żeby zaczepić ludzi i zachęcić ich do podzielenia się uśmiechem. Bardzo dobrze pamiętamy tę chwilę, jak stanęliśmy na środku tego dużego węzła komunikacyjnego i zaczęliśmy obserwować przechodniów. Próbowaliśmy nawiązać kontakt wzrokiem. Mieliśmy nadzieję, że to ułatwił nam podejście i zagadanie. Mieliśmy przecież jasno określony cel – znalezienie uśmiechu. Rzecz jednak okazała się niełatwa. Większość ludzi bowiem, niczym w letargu, szła przed siebie, mijając innych i na nikogo nie zwracając uwagi. Na nas też prawie nikt nie zwracał uwagi. Wyglądało to tak, jakbyśmy wszyscy dla siebie byli niewidoczni i szli z klapkami na oczach, które przysłaniały nam cały boży świat. Jakbyśmy krzątali się w ukropie w ludzkim mrowisku – każdy gdzieś pędził, każdy miał coś do zrobienia, ale nikt nie miał czasu, żeby przystanąć i zwrócić uwagę na drugą osobę i otaczającą rzeczywistość. O uśmiechu nie było nawet mowy!     

Prawie wszyscy ludzie, których mijaliśmy, byli nieobecni, zamyśleni. Szli jakby bez emocji w sobie tylko wiadomym kierunku. Ich mimika twarzy często nie wyrażała nic. Nic, poza pośpiechem, który wyraźnie malował się na wielu twarzach. Zastanowiło nas to, o czym ci wszyscy ludzie myślą. Jakie emocje w sobie mają? Pewnie ich głowy skupiały się na tym, co spotka ich tego dnia w pracy czy na studiach. Co mają do zrobienia. Może ktoś miał w tym dniu perspektywę jakiegoś ważnego spotkania, rozmowy czy zlecenia. Część z mijanych przez nas osób pewnie rozgrzebywała to, co zdarzyło się dzień wcześniej lub z rana. Może na kogoś burknęła żona przed wyjściem do pracy, ktoś kogoś popchnął w tramwaju, pani w piekarni była niemiła, może kogoś dręczył jakiś długotrwały problem, który powrócił w porannej agonii, zagnieździł się w głowie i nie chciał odpuścić. Sądząc po wyrazach twarzy mało komu, tamtego ranka, towarzyszyły pozytywne myśli, a jeżeli już, to musiały być dobrze ukryte. 

Patrząc tak na ludzi naszła nas pewna wizja. Ciekawe, co by wyszło, gdyby tak powiesić nad każdą z napotkanych przez nas osób taką chmurę, w której opisane byłoby wszystko to, o czym ktoś myśli? Gdyby tak zrobić komiks, którego głównymi bohaterami były osoby kroczące w zamyśleniu po Rondzie Mogilskim… Hmm…nie jesteśmy pewni, czy chcielibyśmy taką książkę czytać. Sądząc bowiem po minach przechodniów, nie byłaby to książka o charakterze pozytywnym, poruszająca tematy radości czy szczęścia. Byłaby raczej o udrękach i troskach dnia codziennego, a na taką lekturę nie mieliśmy ochoty. Uderzyło nas to, że w tej całej gonitwie nie było widać zastanowienia czy zadumy nad tym, co tu i teraz. Nikt, chociaż na chwilę, nie przystanął i nie pomyślał o tym, co go otacza. Ludzie krzątali się wokół. Wyglądali tak, jakby byli w transie, zaprogramowani na to, żeby bezwładnie iść przed siebie. Tak nam się wydawało, że ich umysły zaprzątnięte były myślami związanymi z tym, co było i będzie. Krążyły bezwładnie wśród ciemnych chmur przeszłości i przyszłości. Wszyscy wyglądali tak, jakby błądzili w jakiejś stworzonej przez siebie przestrzeni z widocznością ograniczoną do czubka własnego nosa. Nikt nawet nie pomyślał, żeby przegonić owe ciemne chmury. A wystarczyło wziąć głęboki oddech i po prostu dmuchnąć – chmury na pewno by się rozstąpiły, a w ich miejsce pojawiłby się błękit nieba. W takich okolicznościach można by się przywitać z pięknym porannym słońcem, nabrać, choćby odrobiny, dystansu do tego wszystkiego, co nas otacza. Nikt jednak do tego się nie kwapił. Nie było widać, żeby komukolwiek zależało na odgonieniu chmur. W takich okolicznościach ciężko o uśmiech. 

Przyglądając się całej tej sytuacji na Rondzie Mogilskim naszła nas refleksja: po co snuć rozważania nad tym, co było i będzie, zadręczać się przeszłością i martwić o przyszłość, skoro ucieka nam teraźniejszość? Przecież wokół dzieje się tyle pięknych i interesujących rzeczy. Właśnie w tym momencie, wokół każdego z nas, dzieje się coś, co naprawdę warte jest zastanowienia i uwagi. Wystarczy ściągnąć ciemne okulary i się rozglądnąć. Może wtedy dostrzeglibyśmy jakiś miły gest, bystre spojrzenie, uśmiech, promyk słońca. A może gdzieś za rogiem czai się odrobina szczęścia, która przecież każdemu z nas jest tak bardzo potrzebna. Chyba za mało jesteśmy świadomi tego, ile pozytywów może nam przynieść nasza codzienność. Nie potrafimy dostrzec magii chwili, która właśnie trwa, tu i teraz. Nie stać nas na to, żeby tego typu momenty marnować. Cieszmy się nimi! Przecież nikt już nam ich nie zwróci…

W takich oto okolicznościach musieliśmy zmierzyć się z naszym zadaniem – szukać uśmiechu i uwiecznić go na fotografiach. Na początku nie było łatwo. Wyglądało to tak, jakbyśmy szukali promieni słońca przy zachmurzonym niebie. Wystarczyło jednak znaleźć sposób na to, żeby rozgonić chmury i do naszego aparatu zaczęły wpadać piękne rozpromienione twarze. Najgorzej było zacząć, podejść i zrobić ten pierwszy krok. Kiedy w końcu na czyichś ustach pojawił się ten pierwszy uśmiech, to o pozostałe było już znacznie łatwiej.

Kluczem do sukcesu okazało się pozytywne nastawienie i szczery uśmiech z naszej strony, który jakby budził ospałych z rana kompanów. Okazało się, że z pozytywnym wyrazem twarzy można przenosić góry. Nasz uśmiech powodował reakcję zwrotną – inni raczyli nas tym, co dostali od nas. Uśmiech zaczął krążyć wokół Ronda Mogilskiego, a każdy kolejny wlewał w nasze serce coraz więcej radości i otuchy. To niesamowite, jak na ospałych i zaskoczonych naszą prośbą twarzach w oka mgnieniu rodziła się szczera i autentyczna radość. Mało tego, jak się okazało, co poniektórzy zaskoczyli nas całkiem pokaźnym wachlarzem pięknych i radosnych wyrazów twarzy, o które wcześniej byśmy ich nie posądzali. Wystarczyło tylko ludziom przypomnieć, że mają coś tak cudownego jak uśmiech, który z rana nabiera szczególnego znaczenia, a pozytywny poranek może uruchomić całą lawinę pięknych rzeczy w ciągu dnia. 

Jak się okazało uśmiech jest zaraźliwy – nie sposób przejść obok niego obojętnie. Daje tyle samo radości temu, co go daje, jak i temu, kto go przyjmuje. Jest najlepszym lekarstwem na naszą ludzką niepogodę – przepędza chmury i zsyła piękną pogodę. Uśmiechajmy się więc częściej i zarażajmy pozytywną energią innych. Jednym niewinnym uśmiechem naprawdę możemy uczynić świat piękniejszym!

PS
Nie szukalibyśmy uśmiechu, gdyby nie akcja W czerwcu zrób #cośnowego. To ona zainspirowała nas do całego pomysłu: zrobienia wpisu o uśmiechu, który byłby okraszony odpowiednimi zdjęciami.

O podsumowanie całej akcji pokusimy się w kolejnym wpisie. 




Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

0 komentarze: