Jajecznica



Czas spędzony na Pacyfiku dostarczył nam niezwykłych przeżyć. Będąc tam wzięliśmy udział w niecodziennym spektaklu, który wciągnął nas od pierwszego aktu. Gdy tylko uniesiono kurtynę to wiedzieliśmy, że czeka nas wyjątkowy czas. Ani trochę się nie myliliśmy, a nasze ręce, co rusz, same składały się do oklasków! Okazało się, że Nowa Kaledonia zabrała w magiczną podróż pełną zachwytów i uniesień. Dbała o nas przez cały czas pobytu racząc różnorakimi doznaniami. Wprowadziła nasze umysły na wyższy wymiar przeżywania, po drodze dzieląc się wszystkim tym, co ma najcenniejszego do pokazania. Przy całej swej szczodrości była równocześnie niezwykle gościnna - każdego dnia miała dla nas przygotowaną jakąś niespodziankę, co rusz ujmowała czymś pięknym i niepowtarzalnym. Nie chcąc stracić ani odrobiny z tej wspaniałości staraliśmy się chłonąć odwiedzane miejsca wszystkimi zmysłami, najpełniej, jak tylko się da.

Zachwytów nad pięknem Nowej Kaledonii nie było końca. Nie mogło być inaczej, skoro prawie wszystko tam urzeka i zniewala. Świergot ptaków, smak świeżych ryb, ciepło miękkiego pisaku pod stopami, zachody słońca – wszystko to było nam wcześniej znane, ale tam nabierało zupełnie wyjątkowego smaku. Serdeczne uśmiechy i przyjazne gesty tubylców, szum palm targanych ciepłym wiatrem, turkusowy odcień morza z ciągnącą się po horyzont laguną, słodycz manioku i subtelny dotyk kropli rozbryzgujących się o taflę wody spadającej z wodospadu - nasze zmysły pracowały na najwyższych obrotach. Człowiek obdarowany taką mnogością wspaniałości natury ma prawo poczuć się jak pan świata. Niczym wybraniec, któremu przypadło w zaszczycie doświadczyć prawdziwego raju na ziemi, z którego w ogóle nie chce się wracać. Jak tu myśleć o powrocie, skoro urok odwiedzanych przez nas miejsc wyszedł ponad orbitę naszych snów i wyobrażeń?   

Znacie to uczucie, kiedy na weselu stoły uginają się od nadmiaru pyszności, a my, najedzeni do granic możliwości, nie jesteśmy w stanie już nic zjeść? Oczy by jadły, ale możliwości żołądka są ograniczone, dlatego mówimy „pass”. Następnego dnia albo jeszcze dzień później, głodni myślimy o tych wszystkich smakowitych potrawach, które zostały na stole. Ślinka nam cieknie, jak wyobrażamy sobie ten pełen różnorakich smaków widok. Niestety, wesele się skończyło, a suto zastawiony stół istnieje już tylko w naszych wspomnieniach – musimy obejść się smakiem. Sięgamy do lodówki - niestety, po weekendzie, świeci pustkami. Jest kilka jajek, trochę masła… Musimy zadowolić się jajecznicą na cebuli.

Podobnie mamy teraz, kiedy pomyślimy sobie o prawdziwej nowokaledońskiej uczcie pełnej niesamowitych smaków. Bogato nakryty stół uginał się od nadmiaru wrażeń, a my próbowaliśmy jeść, ile się da i kosztować jak największej ilości dań, a najlepiej wszystkiego. Staraliśmy się zjeść, ile wlezie, ale niestety, nie daliśmy rady wszystkiego posmakować – za dużo było tych wszystkich pyszności! W końcu stało się to, co stać się musiało – wesele dobiegło końca, a my wróciliśmy do rzeczywistości. Nowa Kaledonia jest już tylko wspomnieniem, a my wylądowaliśmy w deszczowej i wietrznej Anglii. Na szczęście mamy jajka. Cebula też się znajdzie. Jak długo jednak można jeść jajecznicę?

Dopiero teraz, patrząc na naszą niezapomnianą przygodę z perspektywy czasu, dostrzegamy, jakim bogactwem Pan Bóg obdarował Nową Kaledonię. Nasz ziemski skrawek raju zachwycał mnogością cudownych miejsc, a my, niestety, mieliśmy za mało czasu, żeby każdej wspaniałości poświęcić należytą jej uwagę. Prawda jest taka, że zbyt wiele było tam piękna i magii, żebyśmy byli w stanie przyswoić je w pełni. Okazało się, że nasze zmysły nie są nazbyt pojemne w zetknięciu z ogromem wrażeń, jakie zastaliśmy na Pacyfiku. Staraliśmy się czerpać pełnymi garściami z całego tego bogactwa, ale część z niego, siłą rzeczy, uciekła nam przez palce. Niestety, nasze wiadro doznań ma określoną pojemność, a na Nowej Kaledonii zostało wypełnione po brzegi. W takiej sytuacji nie było w stanie przyjąć już nic więcej, ani kropli. Gdy więc dolewaliśmy do niego, coś, siłą rzeczy, musiało się wylać.

Dziękujemy Ci, Nowa Kaledonio, za całe to piękno, jakim nas uraczyłaś. Na zawsze pozostaniesz w naszych wspomnieniach. Nuta niedosytu, która w nas została, niech będzie przyczynkiem, aby wrócić. 


Okolice Bourail

Ouvea

Zatoka Kuto - Ile des Pins

Okolice Bourail

Ouvea

Na bezludnej wyspie Kotomo

Zachód słońca na najwyższym wierzchołku Ile des Pins

Bezludna wysepka w okolicach Hienghene

Poum

Wyspa Kotomo

Okolice Hienghene

Basen naturalny - Ile des Pins


Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

0 komentarze: