Magiczny wieczór na Ile des Pins



Jest ciepły wrześniowy wieczór. Kontemplujemy urok wszystkiego tego, co nas otacza. Myślimy o całej tej wspaniałości, której doświadczamy na Nowej Kaledonii. Chłoniemy klimat wyspy Ile des Pins (w tłumaczeniu: Wyspa Sosen), która od kilku dni jest naszym domem. Jest nam tu naprawdę dobrze. Nie może być inaczej, skoro wspaniałości natury jest tu co nie miara, a ludzie są bardzo przyjaźni. To właśnie mieszkańcy wyspy poruszyli nasze serca. To oni świadczą o niezwykłym klimacie tego miejsca, które urzeka i zniewala. Na każdym kroku spotykamy się z miłym gestem czy serdecznym uśmiechem. Nie znamy tu nikogo, ale nie przeszkadza to ludziom, żeby się z nami witać. Na Ile des Pins klimat jest inny, niż na głównej wyspie. Życie toczy się tu własnym rytmem. Nikt się tu nie spieszy, a mieszkańcy na wszystko mają czas. Jakże to różne od tego, do czego przywykliśmy w Europie.

Mieszkamy u Sabriny i Jackiego - przeuroczej rodziny Kanaków (rdzennych mieszkańców Nowej Kaledonii), którzy mają córkę Angelę. To właśnie w ich domu mieszka Karolinka, kiedy przeprowadza na Ile des Pins swoje badania. Sabrina jest bardzo pogodną, pozytywnie nastawioną do życia kobietą i uroczo się śmieje. Jej śmiech bywa zaraźliwy. Jacky ma własną łódź rybacką, a dodatkowo rzeźbi w drewnie. Również jest serdeczny, za to bardziej powściągliwy w okazywaniu uczuć.

Pomimo dość skromnych warunków, które zastaliśmy w ich domu, czujemy się tu bardzo dobrze. Jest tu bardzo czystko i schludnie, a gospodarze są serdeczni i bardzo o nas dbają. Na każdym kroku okazują swoją gościnność. Widać, że zleży im na tym, żebyśmy spędzili tu dobry i owocny czas. Dbają o to, żebyśmy jak najlepiej poznali wyspę, zarówno pod względem atrakcji, ale przede wszystkim panujących tu zwyczajów i kuchni.

Dom, w którym mieszkamy, znajduje się na terenie, na którym przodkowie Jacky’ego mieszkali już od pokoleń. W niewielkiej odległości od naszego, znajduje się kilka innych domostw zamieszkałych przez rodziców i braci Jacky’ego. Na czele rodziny, jak i całego klanu, stoi ojciec naszego gospodarza. To on podejmuje wszystkie najważniejsze decyzje.

Podziwialiśmy dziś zachód słońca. Pojechaliśmy na plażę uznaną za jedną z najpiękniejszych na świecie. W okolicy nie było prawie nikogo. Spotkaliśmy tylko kilka osób, które, podobnie, jak my, przyszły podziwiać to, co za chwilę miało się wydarzyć. Po krótkim spacerze przycupnęliśmy na drewnianej ławce. Słońce – główny bohater wieczoru, niespiesznie i jakby od niechcenia chowało się za widnokrąg. Po drodze raczyło nas iście królewską ucztą kolorów, które w kulminacyjnym momencie silnie zaczęły odbijać się w tafli bardzo spokojnego dziś morza. Aura była iście filmowa!

Po powrocie do domu Sabrina poczęstowała nas frytkami z manioku. Trzeba szczerze przyznać, że smakują lepiej, niż te ziemniaczane. Potem zjedliśmy zupę, której zapach unosił się w powietrzu i kusił nasze zmysły już od momentu, kiedy wróciliśmy ze spaceru. Zupa zrobiona była na bazie kurczaka z dodatkiem manioku, ignama oraz, jak to określają tubylcy, „kapusty Kanaków”, którą, żeby było śmiesznie, zbiera się z…drzewa. Trzeba przyznać, że potrawa była syta i bardzo nam smakowała. Zresztą, jak większość rzeczy, które gotowała nasza gospodyni.

Po posiłku poszliśmy do domu rodziców Jackiego, aby wykonać gest zwyczajowy. W kulturze Kanaków jest on czynnością, której wykonanie jest niezbędne, aby wejść na teren domostwa, klanu, czy plemienia zamieszkałych przez tę grupę etniczną. Gest zwyczajowy jest wyrazem szacunku wobec gospodarzy, ich kultury i tradycji. Polega na wymianie określonych formuł słownych z gospodarzem oraz przekazaniem darów. Wykonaliśmy już takowy gest w domu naszej rodziny goszczącej, zaraz po naszym przyjeździe. W podzięce za gościnę podarowaliśmy im, między innymi, poszewki ze wzorami ludowymi przywiezione z Polski. Teraz jednak, chcąc poruszać się swobodnie po terenie należącym do klanu, do którego należą ziemie, na których mieszkamy, musieliśmy wykonać gest skierowany do głowy całego klanu – w tym wypadku ojca naszego gospodarza. Wchodząc do jego domu przywitaliśmy się ze zgromadzonymi tam członkami rodziny i położyliśmy na stole podarek przywieziony z Polski – ceramiczny krzyż wykonany przez naszych przyjaciół z Wadowic. W naszym imieniu przemawiał Jacky, jako osoba, która nas gości i wprowadza do społeczności Kanaków. Jacky mówił w kwenyii – jednym z 28 języków używanych przez mieszkańców wysp Nowej Kaledonii, więc nie wszystko zrozumieliśmy. Powiedział nam później, że w krótkiej przemowie przedstawił nas, powiedział, kim jesteśmy oraz co przynosimy w podarunku. Następnie szef klanu, przyjmując gest, położył rękę na ofiarowanym przez nas przedmiocie.
Dziękuję za gest, który jest wyrazem szacunku. Od teraz jesteście naszymi gośćmi – czujcie się, jak u siebie w domu. My będziemy was chronić i się o was troszczyć. Możecie od teraz wszędzie chodzić, śpiewać, a nawet tańczyć! Dziękujemy za gest.  

Po tej, trwającej kilka minut, niezwykle ciekawiej wymianie zdań, wróciliśmy do swojego domu. Przy przywiezionej z Polski butelce Żołądkowej Gorzkiej toczyliśmy dysputy o zwyczajach panujących u Kanaków. Poznawanie innych kultur jest pasjonujące! Uwielbiamy takie chwile :)


Wszystko, czego dowiedziałem się o zwyczajach panujących w kulturze Kanaków, zaczerpnąłem od Karolinki. Można powiedzieć, że jest ona taką chodzącą encyklopedią ich życia i zwyczajów :) Jeżeli zaciekawiła Was tematyka i chcecie dowiedzieć się więcej to odsyłam do wpisu mojej nowokaledońskiej super przewodniczki. 

Dzisiejszy wpis został okraszony zdjęciami z naszego pobytu na Ile des Pins.

Nasza rodzina goszcząca i przeurocza dwulatka Ila w trakcie szykowania posiłku na bezludnej wyspie Kotomo.


Na bezludnej wyspie

Plaża w Zatoce Kuto

Tancerze z plemienia Comagna

Nasz domek :)

Zatoka św. Maurycego

Tradycyjna potrawa Kanaków - bugna

Piwo na jednej z najpiękniejszych plaż świata - Kuto


Zatoka Kanumera



Zatoka Gadji






Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

0 komentarze: