Przeznaczenie



Przed przeznaczeniem nie ma ucieczki. Choćbyśmy bardzo się starali i bronili z całych sił, to ono i tak nas znajdzie. Stosowanie wymyślnych uników również nic nie da. Nic nie pomoże odwracanie wzroku, kiedy mija nas na ulicy, zatykanie uszu, kiedy woła nas z oddali, wyrywanie się, kiedy próbuje nas zatrzymać. Przeznaczenie jest bowiem cierpliwe i wcześniej czy później nas odnajdzie. Wyczeka tylko odpowiedniej chwili, kiedy w końcu przestaniemy się szarpać i uciekać na oślep. Wróci, kiedy będziemy gotowi wysłuchać tego, co ma nam do powiedzenia, kiedy otworzymy swoje serca i umysły na wszystko to, co jest nam pisane. Moment, kiedy wsłuchamy się w jego głos i z ufnością za nim podążymy, stanie się początkiem pięknej podróży. Możecie nam wierzyć! Skąd to wiemy? Doświadczyliśmy tego na własnej skórze.

Kto z Was słyszał o Nowej Kaledonii? Chyba tylko nieliczni… No właśnie – mało kto słyszał o tym kraju położonym na wyspach Pacyfiku, który jest kropką na mapie świata, a jego ludność nie przekracza trzystu tysięcy mieszkańców. Mało komu mówi cokolwiek nazwa Nowa Kaledonia i naprawdę nie ma w tym nic dziwnego.

Dacie wiarę, że ten stosunkowo niewielki, oddalony tysiące kilometrów od naszej Polski, kraj, przywoływał już nas wcześniej? Przypadek to, a może przeznaczenie? J

Oliwka – nasza dobra znajoma – była na Nowej Kaledonii kilkukrotnie. Dwa razy proponowała nam, żeby tu przylecieć. Mówiła o pięknej pogodzie, zachwalała piękne plaże i inne wspaniałości tego „raju na ziemi”. Z noclegiem też miało nie być problemu. Kwestiami do rozwiązania były tylko dłuższy urlop oraz dość wysoka cena biletu lotniczego. Jakby się uprzeć to z urlopem nie byłoby problemu, a w naszym budżecie śmiało można by wygospodarować środki na wyjazd. Perspektywa przylotu na Pacyfik brzmiała aż nazbyt  frapująco! Za każdym jednak razem odmawialiśmy. Powód zawsze się znalazł: bo nie mieliśmy tyle wolnego, bo nie było pieniędzy, bo pora nie ta, bo to, bo tamto…

Przeznaczenie machało do nas z Pacyfiku, a my udawaliśmy, że go nie widzimy. Wołało nas za sobą, a my uparcie staraliśmy się jego głos zagłuszyć. Słało nam zaproszenie wyjazdu na Nową Kaledonię, a my z uporem twierdziliśmy, że to na pewno nie do nas, że pomyliło adres.

Od tamtej pory minęło kilka dobrych lat. Po dłuższej przerwie ponownie przyszedł do nas list. Bardzo dobrze znaliśmy jego nadawcę – już wcześniej słał nam korespondencję. Zawartość nic nie różniła się listów, które dostawaliśmy wcześniej – było to przepięknie udekorowane zaproszenie na Pacyfik! Ponownie w to samo miejsce - na tę, co by nie mówić, niewielką i mało znaną, Nową Kaledonię. Przypadek to, a może przeznaczenie?

Zbyt wiele czasu upłynęło, odkąd utknęliśmy na tej samej stronie książki, jaką napisało dla nas życie. Twardo broniliśmy się przed przewróceniem kolejnej kartki. Kilkukrotnie mieliśmy już ją w palcach, ale…zawsze coś stawało na przeszkodzie. Zdarzyło się nawet, że ukradkiem zerknęliśmy, co jest dalej. Szybko jednak wróciliśmy do poprzedniej strony – do tego, co mieliśmy już przeczytane.

Nadszedł moment, kiedy powiedzieliśmy „dość”! Byliśmy zmęczeni ciągłym wierzganiem i uciekaniem na oślep. Zobaczyliśmy na własnej skórze, że do niczego dobrego takie zachowanie nie prowadzi. Mieliśmy dość czytania tego samego i postanowiliśmy odwrócić kartkę. W końcu byliśmy gotowi na to, co przeznaczenie dla nas przygotowało. Zaufaliśmy mu i udaliśmy się za jego nawoływaniem. Ono, widząc zmianę naszego nastawienia, obdarowało nas serdecznym uśmiechem. Potem przystanęliśmy i usiedliśmy obok siebie. Bardzo szybko poczuliśmy więź i złapaliśmy wspólny język. Razem otworzyliśmy książkę i zaczęliśmy odwracać kartki naszego życia. Do dziś, z wielkim zaciekawieniem, wczytujemy się w historie, jakie przynoszą kolejne strony. Ta książka, do prawdy, jest pasjonująca! Już nie możemy się doczekać kolejnych rozdziałów.   

Tym razem Nowa Kaledonia zawołała nas ustami Karolinki. Przypadek to, a może przeznaczenie?

Nasz domek z liści palmy kokosowej na wyspie Ouvea
 
Rejs pirogą - Zatoka Upi (wyspa Ile des Pins)
 
Bonhomme w La Roche Percée, nieopodal wioski Bourail


Wodospad Colnett
Ouvea
Noumea - stolica Nowej Kaledonii
Basen Naturalny na Ile des Pins

Karolcia w błotku solnym - okolice Poingam
Zachód słońca na campingu w Hienghène
Spacer w okolicach Bourail
Zatoka św. Maurycego - Ile des Pins
Poum
Posiłek na bezludnej wyspie
Zatoka Gadji - Ile des Pins

Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

0 komentarze: