Na ruszt



Znasz to uczucie, kiedy tysiące pomysłów pędzą w totalnym bezwładzie po Twojej głowie? Obijają się wzajemnie o siebie, jakby były na stole bilardowym. Chciałbyś je jakoś uchwycić i poukładać, ale za cholerę nie potrafisz. Chcesz wyłapać te najbardziej istotne, ujarzmić je i wykorzystać w swoim życiu, ale nie jesteś w stanie. Już wypatrzyłeś jeden taki, który naprawdę Ci się spodobał. Chcesz go złapać, więc przez dłuższy czas usilnie i z zacięciem gonisz za nim. W końcu udaje Ci się go schwytać! Mocno trzymasz go w garści. Jest naprawdę piękny i wartościowy, a najważniejsze jest to, że sam go wymyśliłem – myślisz sobie. Jest świetny! Na pewno go w życiu wykorzystam – utwierdzasz się w przekonaniu, że pomysł wart jest zachodu i dłuższego nad nim zastanowienia. Oglądasz zdobycz z każdej strony. Cieszysz się jej widokiem. Twój zachwyt trwa do momentu, kiedy przelatuje Ci przed oczami kolejna myśl, która wydaje się równie, a może nawet bardziej interesująca od poprzedniej. Teraz to ją starasz się złapać i zatrzymać. Lecisz za nią, a gdy jest już na wyciągnięcie ręki zamachujesz się w nadziei, że ją złapiesz. Niestety, nie udaje się! Ucieka! Wodzisz za nią wzrokiem. Powoli odlatuje, a Ty cały czas masz nadzieję, że może jeszcze zawróci. Niestety, tak się nie dzieje. Po pewnym czasie tracisz ją z pola widzenia – odchodzi w otchłań zapomnienia. Nie ważne – myślisz sobie. Mam przecież tę pierwszą, która zwróciła moją uwagę – nią się zajmę. Patrzysz w dłoń, bo chcesz do niej wrócić. Ku Twojemu zdziwieniu, kiedy uganiałeś się za tą drugą, ta pierwsza przeleciała Ci przez palce i również odleciała w zapomnienie. Obie dołączyły do pozostałych myśli i pomysłów krążących w gąszczu Twojej głowy. Ich ruch jest kołowy, więc pewnie za jakiś czas znowu przelecą Ci przed oczami. Ciekawe, czy wtedy będziesz wystarczająco czujny i je złapiesz?

Myśli cały czas kołują Ci w głowie. Próbujesz maksymalnie skupić na nich uwagę. Zacięcie i wysiłek się opłacają - w końcu udaje się złapać sporo naprawdę wartościowych i ciekawych pomysłów. Zwabiłeś je w jedno miejsce i złapałeś w sieć, którą następnie wyjmujesz. Okazało się, że jest ich naprawdę dużo! Połów był bardzo udany - jesteś usatysfakcjonowany! Z uwagą oglądasz swoje zdobycze. Jedne sztuki są mniejsze, inne prezentują się naprawdę okazale. Wszystkie są piękne, każda zachwyca na swój niepowtarzalny sposób. Ich sylwetki wiją się w sieci, a łuski lśnią w świetle słońca. Każda chce się jak najlepiej zaprezentować, licząc na Twoją uwagę. Wszystko wydaje się układać po Twojej myśli – masz w czym wybierać, a przecież o to Ci chodziło!

Dzieje się jednak coś dziwnego – z każdą chwilą masz coraz większy mętlik w głowie. Pojawia się problem – musisz wybrać te pomysły, które skonsumujesz. Nie potrafisz jednak podjąć decyzji, bo szkoda Ci tych, z których musiałbyś zrezygnować. Mówią, że ponoć od nadmiaru głowa nie boli. Ciebie zaczyna! Oglądasz jeszcze raz wszystkie bardzo skrupulatnie. Analizujesz. W końcu decydujesz się na wybór. Wrzucasz wybrane sztuki na ruszt. Po pewnym czasie ich skórki pięknie zaczynają się rumienić. Pachnie wspaniale, że aż ślinka cieknie! Na pewno będą pyszne – myślisz sobie! Cieszy Cię myśl zjedzenia pysznego posiłku. Już wyobrażasz sobie, jak rozpływają się w Twoich ustach… Przychodzi jednak moment, że nachodzą Cię wątpliwości. Zastanawiasz się, czy aby dobrze wybrałeś i nie pominąłeś jakiegoś naprawdę wartościowego pomysłu? Spoglądasz w kierunku sieci. Jeden dorodny okaz przykuwa Twoją uwagę. Obok niego dostrzegasz drugi, który również wydaje się być wart uwagi. Podchodzisz bliżej. Zaczynasz na nowo oglądać to, co złowiłeś. Bierzesz kilka sztuk i idziesz pod ruszt. Tam jednak nie ma gdzie ich dać. Wiadomo – każdy ruszt może pomieścić tylko określoną liczbę rzeczy, które chce się usmażyć. Nie zastanawiając się długo wyrzucasz kilka, na wpół już zrobionych myśli i na ich miejsce kładziesz te surowe. Myślisz sobie – co tam, poczekam jeszcze trochę. Te, które teraz wrzuciłem, na pewno będą mi bardziej smakować.

W międzyczasie ściemnia się. Języki płomieni ognia delikatnie pieszczą Twoje ciało. Wydawać by się mogło, że atmosfera jest naprawdę błoga, ale nie potrafisz się cieszyć. Głowę zajmuje myśl o…głodzie. Jesteś strasznie głodny! Myśl o tym do tego stopnia opanowuje Twoje ciało, że przechodzą Cię zimne dreszcze, a ciało zalewa pot. Irytuje Cię fakt, że wokół masz pełno smakowitego jedzenia, ale nie potrafisz go należycie usmażyć. Chcesz sobie dogodzić i pragniesz iście królewskiej uczty bogatej w wyszukane smaki, dlatego zależy Ci, żeby na ruszt trafiły tylko te najlepsze sztuki. Brakuje Ci jednak cierpliwości, a przede wszystkim jesteś niekonsekwentny i wybredny. Co chwilę zmieniasz zdanie. Z rusztu wyrzucasz stare pomysły zastępując je nowymi. Robisz to, bo wcześniej czy później, coś Ci w nich nie pasuje. Wiadomo, że te świeże potrzebują czasu, żeby dojrzeć i wystarczająco dobrze się usmażyć. Sytuacja wciąż się powtarza, a myśli dobrze wysmażonej, jak nie było, tak nie ma.

W pewnym momencie wydaje Ci się, że jedna jest już gotowa. Bierzesz ją i sprawdzasz. Z wierzchu wygląda dobrze - ma pięknie wysmażoną skórkę. Po rozkrojeniu okazuje się jednak, że w środku jest surowa. Odkładasz ją z powrotem. W międzyczasie coś udaje Ci się podjeść, ale sytuacja, kiedy czujesz się syty, praktycznie się nie zdarza. Patrzysz na wciąż nie gotowe jedzenie i ze zniecierpliwienia przeskakujesz z nogi na nogę. Frustracja narasta, kiszki marsza grają, a smakowite zapachy tylko potęgują Twój głód.

Jak to jest, że nie potrafisz dobrze usmażyć żadnej ze schwytanych myśli? Przecież od ich nadmiaru aż się roi w Twojej głowie. To bez wątpienia nie jest również kwestia ich jakości. Niektóre bowiem są naprawdę bardzo dobre. Odpowiednio przyrządzone i usmażone mogłyby z pewnością miło połechtać Twoje podniebienie. Ich realizacja mogłaby Ci przynieść wiele pożytku i radości! Podpałka też wydaje się nie być temu winna – pali się przecież wyśmienicie. Coś jednak jest nie tak, skoro cały czas chodzisz głodny, ale co?

Otoczenie i nieodpowiedni klimat – one są nieodpowiednie! Jest za ciepło! Zbyt wysoka temperatura presji, oczekiwań i wygórowanych wymagań powoduje, że strasznie się pocisz. Najgorszy jest pot wydzielający się wewnątrz Ciebie, bo to on paraliżuje działania. To przez niego chodzisz cały czas poddenerwowany, nie potrafisz się wyluzować. Bardzo często pracujesz na pełnych obrotach. Korbki Twojego mechanizmu przegrzewają się, a Ty nie potrafisz nic z tym zrobić. Nie potrafisz zwolnić, odpocząć i zregenerować sił. Co rusz nakładasz na siebie nowe obowiązki, które potęgują presję. Byle więcej, lepiej i szybciej… Zatapiasz się w schematach, z których bardzo ciężko się wydostać. Działasz, jakbyś był zaprogramowany. Stajesz się trybikiem w działaniu wielkiej maszyny, od której z każdą chwilą jesteś coraz bardziej uzależniony.

Jest za ciepło, a do tego obficie pada. Woda zalewa ruszt! Ogień przygasa. Tylko gdzieś w środku ogniska tli się lekki żar. Chcesz uchwycić poszczególne krople deszczu, przyjrzeć się im, nacieszyć, ale potrafisz. Deszcz jest na tyle obfity, że powstaje jedna wielka ściana wody, która zalewa Twój świat hałasem i natłokiem informacji. Nie potrafisz się skupić, zebrać myśli. Zewsząd dochodzą Cię dźwięki, które zakłócają zdolność racjonalnego myślenia! Rozglądasz się dookoła i masz wrażenie, że wszystko do Ciebie woła i krzyczy o Twoją uwagę. Jesteś atakowany informacjami z każdej strony i na każdym kroku. Są bardzo szczegółowe i jest ich zbyt wiele. Nie jesteś w stanie z ich ogromu wybrać tych najistotniejszych i najważniejszych, dlatego wpadasz w wir i nie potrafisz się z niego wydostać. Stajesz się rozbitkiem na bezludnej wyspie otoczonej oceanem chaosu. Twoja sytuacja jest bardzo trudna, ale nie beznadziejna. Na horyzoncie, od czasu, do czasu, pojawia się okręt, który mógłby Cię uratować. Ty jednak nie jesteś w stanie, a może po prostu nie chcesz, wołać o ratunek. 

Na domiar złego wiatr cichnie. Należałoby raczej powiedzieć, że przestał wiać już jakiś czas temu. Od dawna nie było nawet lekkiego podmuchu, który mógłby podsycić ogień. Z dnia na dzień Twoje wnętrze gaśnie. Na dnie serca tli się jeszcze żar, ale często jest za mały, żeby wzniecić pożar. Ogień gaśnie, a wraz z nim znikają porywy serca. Nie stać Cię na spontaniczność, indywidualizm czy szczere szczęście. Wraz z ogniem zatracasz własne „ja”. Brak Ci odwagi, żeby coś zrobić, zmienić, żeby zawalczyć. Niczym szczególnym się nie wyróżniasz. Stajesz się jak inni: wyglądasz jak oni, myślisz jak oni, nawet pasje (jeżeli je posiadasz) masz podobne. Stajesz się odrętwiały i coraz bardziej osowiały. Świat przestał Cię cieszyć. Masz świadomość, że pożera Cię bylejakość, a Ty w żaden sposób nie jesteś w stanie się temu procesowi przeciwstawić. Na ruszcie masz smakowicie wyglądające ryby, a Ty musisz jeść konserwę z puszki. Dzień w dzień to samo… W końcu wychodzi Ci to bokiem.

Co zrobić, żeby ponownie wzniecić ogień i w końcu spróbować smaku ryb, których smakowita woń unosi się w powietrzu? Trzeba po prostu zmienić otoczenie! Niby nic trudnego, ale jakże znaczącego. Gdzie szukać owego miejsca, w którym myśli i pomysły wchodzą na właściwe tory? O tym będzie w następnym wpisie. 


Dzisiejszy wpis okraszony został zdjęciami z Londynu.













Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

0 komentarze: