Łyk piwa



Jesteśmy w parku Lustgarten w Berlinie. Zbliża się wieczór. Przycupnęliśmy na murku, który wciąż oddaje ciepło dzisiejszego dnia. Jesteśmy tu już dłuższy czas. Na naszych oczach rozgrywa się spektakl, w którym główne role przypadły dwóm bohaterom – dzień i noc właśnie rozpoczęły swoją grę. Choć dzień w dzień działają według tego samego planu, to zawsze znajdą się rzesze fanów, którzy zachwycają się kunsztem wszystkiego tego, co zostało przygotowane. Podobnie, jak to czynią od wieków, dzień i noc grają dziś w przeciąganie liny. W momencie, w którym przyszliśmy, zdecydowaną przewagę miał dzień. Następnie, przez kilka dłuższych chwil, dwóch godnych siebie przeciwników szło łeb w łeb. Wydawało się, że raz w jedną, raz w drugą stronę przechyla się szala zwycięstwa. Od pewnego jednak czasu coraz wyraźniej zaczyna rysować się dominacja nocy. Widać, że dzień cały czas nie daje za wygraną. Bohatersko broni swoich pozycji za Altes Museum. Z każdą jednak chwilą coraz bardziej opada z sił i się cofa. Nieuniknionym wydaje się to, że w końcu da sygnał do odwrotu i zniknie za widnokręgiem. Noc natomiast… Wszystko wskazuje na to, że na dobre chce rozgościć się nad okolicą. Zaczyna panoszyć się po większości nieboskłonu. Widać już pierwsze gwiezdne świetliki. Czuć powiew rześkiego powietrza, które przynosi ukojenie dla zmęczonych gorącem całego dnia ciał.   

Rozgrywający się spektakl dnia i nocy serwuje wszystkim iście wspaniałą ucztę. Widać, że zgromadzona wokół nas publiczność jest zachwycona wszystkim tym, co widzi i czuje. Ludzie chłoną niepowtarzalny klimat miejsca. My również! Kontemplujemy urok chwil, które spływają po ściankach naszych zmysłów niczym ambrozja. Wszystko to, co rozgrywa się na nieboskłonie, jest tłem dla tego, co na ziemi. W oddali majaczy wieża telewizyjna, która wisi niemo nad miastem. Jej sylwetka prawie cały dzień towarzyszyła nam w naszym spacerze. Pomimo już dość późnej pory bardzo dobrze widać jej kopułę i iglicę, na której mieni się kilka czerwonych świateł. Bardziej na lewo, na pierwszym planie, dumnie wznosi się katedra berlińska. Jest naprawdę okazałych rozmiarów. Zachwyca! Rozmach i śmiałość architektoniczna jej twórców jest podkreślona pięknym oświetleniem. Kopuły katedry: jedna większa oraz dwie mniejsze, bliźniacze, pięknie komponują się z szarzejącym niebem. Bliżej nas słychać szum wody – to podświetlana fontanna, której woda rozbryzguje się o metalowy trzon. Tworzy się bryza, leniwie opatulając przestrzeń wokół fontanny. Za fontanną zabudowę placu zamyka Altes Museum. Sam budynek jest ładny, ale wypada blado w zestawieniu z okazałą bryłą katedry. Na jego schodach przycupnęło sporo osób. Z wyższej perspektywy obserwują wszystko to, co dzieje się na placu. Na widnokręgu majaczy jeszcze resztka dnia. W końcu jednak daje za wygraną i znika. Noc całkowicie rozgościła się na berlińskim niebie.

Siedzimy na murku. Delektujemy się melodią, która płynie z głośnika. Muzyką raczy nas para artystów, która przygotowała dla gapiów iście ujmującą ucztę. Wokół zgromadziło się sporo osób, ale nie jest tłoczno. Jedni siedzą lub leżą na miękkiej, niczym dywan, trawie. Inni stoją lub – podobnie jak my – siedzą na murku. Każdy chłonie dźwięki muzyki. Jest naprawdę przyjemnie. Obok nas siedzi para, która właśnie dopija butelkę białego wina. Piją z butelki, nie potrzebują kieliszków. Widać, że dobrze im ze sobą i miło spędzają wieczór. Wstajemy, rozglądamy się dookoła. Idziemy w kierunku fontanny. Po lewej stronie siedzi na trawie grupka młodych ludzi. Piją piwa – widać, że się dobrze spędzają czas. Szum fontanny przebijają dźwięki muzyki. Idziemy w kierunku, z którego dochodzą głosy. Z każdym krokiem coraz wyraźniej słyszymy melodię. To mężczyzna, w naszym wieku, śpiewa i gra na gitarze. Widać, że zna się na graniu i chyba jest przystojny, bo zgromadził wokół siebie wpatrzone w niego fanki. Muzyk gra na środku chodnika, więc ludzie przycupnęli na murkach znajdujących się po obu jego stronach. Niektórzy rozmawiają ze sobą, większość jednak słucha. Część z publiczności pije piwa. Muzyk jest w swoim świecie. Widać, że dobrze się bawi! Ma dobry kontakt z publicznością i gra naprawdę dobrze. Nagle, naprzeciw nas, wstaje dziewczyna. Rozciąga się chwilę i zaczyna tańczyć. Przeszkadzają jej klapki, więc je ściąga i tańczy boso. Naprawdę przyjemnie ogląda się jej ruchy. Ludzie zaczynają klaskać. Wszyscy są uśmiechnięci i radośni. Tworzy się bardzo przyjemna atmosfera. Jest tu na naprawdę dobrze!

---

Kraków. Siedzimy na bulwarach wiślanych na wysokości kościoła na Skałce. Jest ciepły letni wieczór. Niebo jest prawie bezchmurne. Widać gwiazdy, a księżyc odbija się w tafli wody. Od czasu do czasu zawieje orzeźwiający wiatr. Po drugiej stronie, pod Hotelem Forum, jest bardzo gwarno. Dochodzą nas stamtąd przytłumione krzyki ludzi. Dziś niemiłosierny żar lał się z nieba. Widać, że wieczorem ludzie szukają oddechu po ciężkim dniu, bo wokół nas kręci się sporo osób. Część z nich, podobnie jak my, siedzi na bulwarach. Inni spacerują i biegają, sporo ludzi jeździ na rowerach.

Po intensywnym dniu postanowiliśmy się zrelaksować. Pomimo wieczornej pory cały czas jest ciepło i aż prosi się, żeby napić się czegoś mocniejszego. Z plecaka wyciągamy piwo. Jest jeszcze mocno schłodzone! Pragnienie daje nam się we znaki, więc dość łapczywie je pijemy. Czujemy, jak nasze ciała, od środka, przeszywa przyjemna chłodna rozkosz. Rozmawia nam się bardzo dobrze. Jest naprawdę przyjemnie. Urok błogich chwil pryska w jednym momencie. Podchodzą policjanci i wlepiają nam mandat. Nawet za bardzo się tym nie przejmujemy. Wkurzają nas natomiast ich pytania: czy wiemy, że nie wolno tu pić i dlaczego to robimy? Nic nie odpowiadamy. Niech dadzą nam ten mandat i spadają. Wszystko popsuli!

Czemu tak się dzieje? Jest ciepły wieczór, a człowiekowi chce się pić. Sięga więc po zimno piwo, które chce kulturalnie wypić w miłym towarzystwie i nie może. Czy to jest normalne, że za coś takiego należy się człowiekowi mandat? Co innego, gdybyśmy mieli do czynienia z mocniejszym alkoholem, jakimiś hałasami i awanturami, ale jedno czy dwa piwa? Tego nie rozumiemy i zdecydowanie się z tym nie zgadzamy! Po drugiej jednak stronie, będąc na leżakach, można się napić – to nikomu nie przeszkadza! A w czym my, siedzący na murku czy trawie, jesteśmy od nich gorsi – że wolimy kupić piwo w Żabce niż w knajpie?    

W taki oto sposób prawo zmusza obywatela do chorego wyboru: albo pijesz wodę, albo usychasz. Jak już podejmujesz decyzję o piciu alkoholu to musisz liczyć się z ryzykiem. Wymyślasz więc jakieś wymyślne skrytki i sposoby, żeby schować alkohol. Wypatrujesz patrolu policji i kryjesz się, jakbyś co najmniej robił coś złego. Możesz też kombinować w inny sposób - wlewasz wódkę lub whisky do coli albo opróżniasz butelkę po soku porzeczkowym i napełniasz ją czerwonym winem. Podobnie działa butelka po soku jabłkowym, którego kolor podobny jest do piwa (musisz je jednak wygazować – przecież sok się nie pieni). Można i tak! Czy to jednak nie jest absurdalne? Czy nie możemy, jak ludzie (wynika z tego, że w Berlinie traktuje się obywateli jak ludzi, a nas niestety nie) napić się piwa czy wina bez obawy, że dostaniemy mandat?

Piękna ta nasza Polska, pełna jednak absurdów, bzdurnych zakazów i nikomu niepotrzebnych ograniczeń.         

















Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

0 komentarze: