Przyjaciel



Przyjaciel to ktoś bardzo ważny, na kogo zawsze można liczyć. To taki prawdziwy skarb. Niezależnie od tego, co by się działo, on stoi na posterunku gotów nieść Ci pomoc. Zawsze znajdzie dla Ciebie czas. Jest wtedy, gdy go potrzebujesz. Możesz na niego liczyć w tych lepszych momentach, kiedy będzie się z Tobą śmiał, dzieląc radość i szczęście. Bez obaw również możesz mu zawierzyć swoje troski i problemy. Cierpliwie wysłucha, kiedy trzeba poklepie po ramieniu i powie dobre słowo. Nic się nie martw, będzie dobrze – próbuje dodać otuchy. Podpowie, kiedy nie wiesz, którędy iść. Pokaże drogę, kiedy zbłądzisz. Kiedy indziej da Ci kopa do działania. Doda energii, kiedy jedziesz na oparach. Wzbudzi zachwyt, abyś na nowo zachłysnął się życiem.

To cudowne mieć kogoś takiego, z kim możesz dyskutować o wszystkim i o niczym, a on cierpliwie Cię wysłucha. Najlepsze jest to, że Twoje opowieści nigdy mu nie brzydną. Nie raz przecież bywa, że po raz wtóry zwierzasz mu się z tych samych rzeczy, a on za każdym razem z taką samą uwagą wysłuchuje tego, co masz do powiedzenia. Zawsze wie, co powiedzieć, a jak milczy to po coś. Często zresztą nie musisz mu o niczym mówić, bo on i tak o wszystkim wie, rozumie Cię przez milczenie – taka telepatia, która może się zdarzyć tylko z tym, kto bardzo dobrze Cię zna. Fenomenalne w kontaktach z nim jest to, że jak się zobaczycie po dłuższym czasie niewidzenia to rozmawia wam się tak, jakbyście ostatni raz widzieli się wczoraj.  

Takim naszym wiernym przyjacielem, na którego zawsze można liczyć, są Czechy. Dla nas jest to taki prawdziwy druh, który nigdy nas nie zawiódł, nie zostawił w potrzebie. Zawsze jest obok, można powiedzieć, że prawie na wyciagnięcie ręki. Za każdym razem, kiedy do niego przyjeżdżamy, wita nas serdecznie z otwartymi ramionami. Ugości najlepiej, jak umie. Jest dobry w kuchni, więc lubi nam dogadzać kulinarnie. Najczęściej przyrządza dla nas nasze ulubione dania (Česnečka, Smažený sýr lub Hovězí guláš s houskovým knedlíkem, a na deser Marlenka). W tym roku, oprócz powyższych, w urzekającym Štramberku uraczył nasze podniebienia wolno gotowanymi żeberkami – pyszności. Z napojów w dzień najczęściej raczymy się smakiem Kofoli, zaś wieczorną porą spędzamy godziny na rozmowach o wszystkim i o niczym, oczywiście przy Černým Kozlu. Nasz drogi przyjaciel zawsze cierpliwie wysłucha tego, co mamy do powiedzenia – jest wspaniałym powiernikiem myśli. Kiedy trzeba pocieszy. Innym razem będzie dzielić z nami nasze radości. Z jednej strony jego obecność często skłania do refleksji. Patrzymy na to wszystko, co nas na co dzień otacza, z innej perspektywy. Z drugiej pozwala uporządkować w głowie pewne sprawy i myśli, które dzięki wizytom na jego włościach wracają na właściwe tory.    

Z Czechami znamy się praktycznie od dziecka. Nasza przyjaźń przeżywała wzloty i upadki, choć tych drugich było zdecydowanie mniej. Bywało, że widywaliśmy się bardzo często, by w innym czasie nie widzieć się dobrych kilka miesięcy. Nic to jednak, bo nawet po dłuższym okresie niewidzenia cały czas czujemy, że jesteśmy blisko, że między nami jest naprawdę silna więź, która ciągnie nas ku sobie. Dodatkowo bardzo dobrze bawimy się w swoim towarzystwie i mamy sobie dużo do opowiedzenia, a wspólnych tematów jest naprawdę sporo. Zawsze, gdy do nich przyjedziemy, starają się pokazać nam się z jak najlepszej strony i oprowadzają po pięknych zakamarkach, a tych, jak wiadomo, mają przecież bez liku.

Ostatnimi czasy tradycją się staje, że widzimy się z początkiem roku. Zeszłej zimy nasz drogi przyjaciel zaprosił nas w Jeseníky. Tam, jak zwykle zresztą, dobrze nas ugościł i zapewnił to, czego tak bardzo potrzebowaliśmy – ciszę i wytchnienie. Można powiedzieć, że byliśmy wtedy w niełatwym okresie między dwoma etapami naszego życia (zresztą pisaliśmy o tym tu). Był to dla nas bardzo ważny moment – coś się właśnie kończyło, by zacząć się mogło coś innego. Mieliśmy ogrom spraw na głowie, więc z wizytą w Jeseníky pojechaliśmy praktycznie w biegu. Potrzebowaliśmy odrobiny wytchnienia i spokoju, aby odnaleźć się w tej całej zawierusze panującej w naszych głowach, a w Czechach dostaliśmy dokładnie to, czego potrzebowaliśmy. Wystarczyło kilka dni, aby nasze myśli zwolniły i wskoczyły na właściwe tory. Spędziliśmy tam świetny czas. Oczyściliśmy umysły i wróciliśmy do naszej rzeczywistości gotowi stawić czoła nowym wyzwaniom.

W tym roku w styczniu również chcieliśmy gdzieś wyjechać, ale tym razem od wyjazdu oczekiwaliśmy czegoś innego. Potrzebowaliśmy relaksu. Szukaliśmy urokliwego miejsca, gdzie moglibyśmy zregenerować siły i miło spędzić czas. Pragnęliśmy na kilka dni oderwać się od rodzinnych stron i suto zastawionych stołów. Nie chcieliśmy wyjeżdżać zbyt daleko, więc wybór padł, a jakże, na Czechy. Tym razem również wizyta u naszego południowego przyjaciela nas nie zawiodła i spędziliśmy kilka bardzo udanych dni w Moravskoslezským kraju. Okolica ma naprawdę sporo do zaoferowania. Byliśmy w kilku urokliwych miejscach: Frýdek-Místek, Hukvaldy, Příbor, gdzie urodził się Sigmund Freud. Jednak perełką wyjazdu okazała się wizyta w urzekającym miasteczku Štramberk, nad którym góruje gotycka wieża Trúba. Mieszkaliśmy w miejscowości Trojanovice w Beskidzie Śląsko-Morawskim. Niemożliwym więc było odmówienie sobie wyjścia w góry – poszliśmy na kilkugodzinny spacer na górę Radhošť, na której znajduje się piękna kaplica. Trzeba przyznać, że jej drewniana sylwetka skąpana we mgle i zimowej scenerii prezentowała się bardzo tajemniczo, a zarazem zachwycająco.  

Jeżdżąc po Czechach znaleźliśmy również chwilę na relaks w aquaparku. Nie omieszkaliśmy wybrać się do czeskich restauracji, gdzie raczyliśmy się smakowitymi daniami i trunkami. To właśnie z knajpami związana jest miła niespodzianka, która nas spotkała. Do tej pory bowiem, raczej z rzadka, czescy kelnerzy czy kelnerki raczyli nas szczerymi uśmiechami. W kontaktach z nami byli raczej…oschli. Nie można im było oczywiście nic zarzucić – byli po prostu mili na swój czeski sposób. Tym razem jednak było inaczej. Kelnerzy się do nas uśmiechali i naprawdę o nas dbali. Można nawet powiedzieć, że skakali wokół nas. Taka zmiana! Czuliśmy się dopieszczeni i ważni – to naprawdę było miłe!  

Przebojem jednak początku roku był coroczny Bal Gorolski w Mostach u Jablunkova, na który pojechaliśmy ubrani w tradycyjne stroje górali żywieckich. Mieliśmy szczęście, ponieważ trafiliśmy na jubileuszową, 40 edycję imprezy. Góralska muzyka i tańce, ludowe stroje i przyśpiewki, ludzie otwarci, serdeczni i uśmiechnięci – zabawa w stylu ludowym była naprawdę przednia!    

Po raz kolejny Czechy ujęły nas swoją gościnnością i bogactwem tego, co mają do zaoferowania. Pokazały, że warto wracać do starego przyjaciela, żeby na nowo cieszyć zmysły jego urokiem. W całej ich wyjątkowości i niepowtarzalności po prostu nie sposób jest się nimi nie zachwycić. Tego typu wizyty budują przyjaźń, która każe naszym sercom wołać o więcej i wracać. Już nie możemy się doczekać naszego kolejnego spotkania! Na pożegnanie nie pozostaje nam nic innego, jak powiedzieć: na shledanou! 

Příbor

góra Radhošť

Štramberk

Pustevny

Hukvaldy zamek

Frýdek-Místek

góra Radhošť


Štramberk

Hukvaldy

Frýdek-Místek zamek

Beskid Śląsko-Morawski


Jesteśmy Dorotka, Gucio i Dyzio - trójka przyjaciół z Krakowa. Miasto to jest naszym domem i znamy wszystkie jego sekrety. Częścią z nich chcielibyśmy się z Wami podzielić. Często jednak wyjeżdżamy z Krakowa, bo kochamy podróże – te bliższe i dalsze, uwielbiamy wędrować, poznając nowe miejsca. Blog ten powstał z pasji do podróżowania. Mamy nadzieję, że zarówno starsi, jak i młodsi, znajdą tu coś dla siebie. Zapraszamy do wspólnych podróży! Dorotka, Gucio i Dyzio

0 komentarze: